Boliwia serpentynką w wysokie Andy!

W momencie przekroczenia granicy  z Boliwią i wbiciu początki wjazdowej 30km dalej w miejsowości Ibiobo, zmieniło się wszystko. Nagle zabójcza Paragwajska teperatura spadła o pare stopni, powiało żeśkim wiaterkiem, a prosta jak drut droga zaczęła piąć się w górę.   Na horyzoncie ujżeliśmy zarysy gór w kierunku których jedziemy. Nasze mięśnie po płaskim odcinku Chaco zapomniały co to podjazdy, ale bez watpienia, szybko sobie przypomną 🙂 Boliwia to jeden wielki pofałdowany teren, pnący sie kilometrowymi serpentynami w górę.

dsc01991

GAR-KUCHNIA!

Juz pierwszego dnia Boliwia bardzo nam sie spodobała pod wzgledem kulinarnym. Na ulicach wyrosły znane i lubiane przez nas ,, gar kuchnie” z empanadasami i innymi regionalnymi przysmakami w niskch cenach. totalny mix obiadowy skladajacy sie z kurczaka, frytek, makaronu, ziemniamow, ryzu i kompotu to wydatek 10boliwanow (5zl) 🙂

dsc01879 dsc01881 dsc01934 dsc01952

Z miejscowosci Villamontes obralśmy kierunek na Tarija. Wedlug mapy to tylko 270km, 2,5dnia na Paragwajskiej szosie. Ale juz po wyjechaniu z miasta Boliwia pokazała swój pazurek zabierając nam na dłuuugo wygodny asfalt 🙂 Chociaż droga cały czas pięła sie w górę to niesamowcie malownicze krajobrazy sprawiały, że bardziej od naszych mięśni pracował aparat. Wąska, szutrowa droga pośród gęstego lasu i szarej gliniastej rzeki w dole. Pomyśleć sobie, że tak wygląda główna droga na zachód którą jeździ dość duża ilość ciężarówek. Aż dreszcz przechodzi mi po plecach, gdy przypomnę sobie wymijające sią nawzajem auta parę cm od przepaści

dsc01897 dsc01903 dsc01916

TARIJA

Tarija to duże miasto, które zaskoczyło nas czystością i dużą ilością parków oraz kafejek inernetowych za 3 boliwiany/1 godzina. Oprócz tego miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania zachodniemu turyście. Nam sie to bardzo podobało, ponieważ właśnie brak turystów sprawił, że miasteczko było naturalne, a my nie traktowani jak chodzące portwele. Po dwóch dniach nic nie robienia zastanawialiśmy się co dalej…czy jechać główną drogą w strone Potosi, czy którąś z dróg do Tupiza. Wybraliśmy trase nr. 2

dsc02175 dsc02090

,, Przepraszam czy ta droga prowadzi to Tupiza”-zapytałam jadacych policjantow wskazujac na blotnista droge.

”Tak, ale za 500 metrow macie zjazd na asfaltówke”- odpowiedzieli przekrzykujac sie jeden przez drugiego.

hmmm … asfalt … ciężarowki … ruch … smród … nie zastanawiając się długo pojechaliśmy dalej glinianą drogą co okazalo się być strzałem w dziesiatke!! Jechaliśmy  sami, a raz po raz mijali nas  miejscowi gorąco pozdrawiąjac. Wspinalismy sie do góry, coraz wyżej i nawet dobrze nam szło do momentu kiedy ni z tad ni z owąd lunęło przemaczając nas do suchej nitki…do tego zrobiło sie zmino i bardzo nieprzyjemnie. Przejchaliśmy jeszcze pare km w górę i znaleźliśmy niewielką zatoczkę w sam raz na rozbicie namiotu i zjedzeniu czegoś ciepłego (wczesniej przed deszczem schronilismy sie w drewnianej szopie, gdzie byla skladownia zimniaków, wzięliśmy pare na kolacje. Z majonezem smakowaly wybornie)  Achh co za rozkosz położyć się najedzonym w cieplym i suchym spiworze 🙂

dsc02042 dsc02059 dsc02062 dsc02005

Na drugi dzien w mgle ruszamy dalej do gory. Jedzie sie bardzo ciezko..nogi jak z kamienia, a do tego zadyszka i boląca  głowa. Na szczęście żucie liści koki minimalizuje objawy wysokosci i daje kopa.  Zdobywamy przełęcz 3880 mnpm!! jak narazie to nasz rekord, jestesmy z tego powodu bardzo podekscytowani i dumni

dsc01995

dsc02285

Zjezdzamy do miesjcowosci Iscayachi, wciągamy zupę warzywna, Sauce (potrawka z grochu, kaszy warzyw i kurczaka, PYCHA!!) , i makaron z kurczakiem i w dość obskórnym alojamiento (5zl od osoby), suszymy ubrania i idziemy spac.

Rano wita nas slonce , a co za tym idzie humory dopisuja. Zjezdzamy do miejscowości El Puente niesamowcie bajeczną i piekną droga. dookola czerwone skaly i kaniony zachwycajace formami i ksztaltami, do tego duze kakutusy. czujemy sie jak w Kanionie Colorado..ach co za fantastyczna kraina!

dsc02143 dsc02150 imagedsc02168

Do Tupiza dzieli nas okolo 100km i duża przełęcz do pokonania. Żegnamy sie z asfaltem i droga nr1 (ktora w sumie przejechalismy tylko pare kilometrow) i wsrod kaktusow jedziemy do miescowosci Impora. Pare domkow  na krzyż, ale ludzie  bardzo pozytywni, chociaz nie powiem, trochę zaskoczeni naszym widokiem.  W maluśkim sklepiku babcia częstuje nas woda z cytryna.

„a skąd jesteście? ”

„z Polski”- odpowiadam, ale widzę, ze babcina szuka w głowie,  gdzie ta Polska może być

„z Polski pochodzi papież JP2, ale już nie żyje”-staram sie ją nakierować

„ojj to smutne, a teraz skąd pochodzi papież?  z USA ? ”

no cóż…ludzie na takich wioskach sa totalnie odizolowani od swiata i totalnie nie orientują się co dzieje się na świecie. W wielku miejscach schowane gleboko w górach widzimy chaty zbudowane z kamieni i gliny przykryte jakas folią służącą za dach. Nie potrafię sobie wyobrazić, że tam mieszkaja ludzie, ktorzy oprócz paru zwierząt nie maja nic. Dzieci od małego ucza sie wypasu bydła i obowiazkow ktore pewnie beda wykonywac przez cale zycie, jak ich rodzice. Podczas podjazdu slyszymy dziwne odglosy..nagle z krzakow wyłania sie stado kóz i mała dzieczynka zaganiająca je w górę na wypas. pomyśleć, że jej rówieśnicy np, w Chile spedzaja teraz swój wolny czas na przyjemnościach, grając w gry, jedzac lody, bawiąc sie z innymi dziećmi…a ona, swoje dzieciństwo spędza pracując  z dala od cywilizacji…

dsc02177

 

Tego dna za żadne skarby nie moge sie rozkręcić..z jezorem na wierzchu wspinam sie do gory w wiekszosci prowadząc rower… znajdujemy piękne miejsce na nocleg z niesamowitym wodokiem na zachod, a wczesnie rano, na wschod słońca ktory obserwujemy z namiotu. takich przezyc nie zapewni zadnem hotel.

dsc02281 dsc02200 dsc02221 dsc02251

Jemy sniadanie w bajecznej sceneri i kulamy sie dalej do gory. Dzien bardzo gorący, a wody w bidonach wody ubywa bardzo szybko.. dookola same kaktusy, zadnych rzek, źródełek i cieków wodnych. Juz sie balismy, ze zabraknie nam wody az nagle trafiliśmy na istną oazę wśród tych suchych terenów.  Wybijajca woda spływała po skalach tworząc liczne oczka wodne. Nie zastanawiając sie nawet sekundy zrobiliśmy sobie długą sjeste mocząc sie w zimnej wodzie. Słońce świeciło a ja postanowiłam sie troche poopalać co nie było rozsądne.  Na wysokości ponad 3500mnpm ze słońcem nie ma żartów… po paru minutach byłam spalona na raka…juz nie mówiąc o pęcherzach na plecach… Trudno bylo sie znowu rozruszać do jazdy. Ale czas wracac do pracy i po paru godzinach wjechaliśmy na przelecz 4260mnpm!!! o dziwo poszło bardzo gładko 🙂 kondycja i przyzwyczajenie do wysokości pchało nas do przodu!!! rano temp 30st, a na szczycke 8st. zjezdzamy w dol i dnia nastepnego dojeżdżamy do Tupiza-Ibiza 🙂

dsc02316dsc02344 dsc02407 dsc02430 dsc02465

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Krzysiek napisał(a):

    Przepiękne fotografii cudownej scenerii i natury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *