Panamericaną przez wulkany

10710562_688732494557187_5862221589750058268_n

Do kolejnego punktu na naszej trasie- miasta Puerto Montt dzieliło nas około 1500km. Niby to nie dużo, ale był to  pierwszy i zarazem najnudniejszy  etap naszej podróży po Chile. Oprócz paru wyjątków jechalismy glównie autostradą nr.5 czyli tzw Panamericana, która leci z północy na południe przez obydwie Ameryki. Jednak nuda na prostej jak drut i ruchliwej drodze zmusiła nas do kilkukrotnych zjazdów z głównej asfaltówki, a tam gdzie kończy sie asfalt, zaczynają sie przygody i tak też było tym razem.

 

Czas  posmakować trochę przyrody, tym bardziej, że po drodze był właśnie wulkan… Jadąc w jego kierunku, zastanawialiśmy się czy warto, ponieważ żeby dojechać do jego podnóża trzeba nadrobić 60km w jedna stronę, lecz gdy tylko ujrzeliśmy bardzo daleko wyłaniający się czubek wulkanu, od razu wiedzieliśmy, że musimy tam jechać. W Indonezji widzieliśmy ich parę, ale od Antuco (2985mnpm) i reszty różniła ich mała, ale niesmowicie spektakularna rzecz….ŚNIEG! ! Śnieżno bialy kopiec spośród zielonych pól uprawnych wyglądał  olsniewajaco na tle ciemnych gór.

 

1239039_688732407890529_2861909703608914970_n

Mało odwiedzane miejsce przez turysów sprawiło, że  wszystko dookoła mało jeszcze większą magię. Pierwszą noc spędziliśmy na dziko rozbijając obozowisko  nad rzeczka z widokiem wprost na ogromny bialy kopiec. Nastepnego dnia wystarczyło dojechać 6km do miejscowosci, a później 10km do podnóża wulkanu gdzie znajduje sie Laguna del Laja (laguna wytworzona z lawy). Na dzien dobry silny i porywisty wiatr prosto w twarz sprawił,  że te 6km było prawdziwą mordęgą. Na najbliższym polu namiotowym rozłożyliśmy obóz i Marcin pustym rowerem postanowil sam pojechac do laguny. Ja spasowalam, od tygodnia walczylam z zapaleniem zatok, duszącym kaszlem i mega osłabieniem, więc ten dzien postanowiłam spędzić wygrzewając  się na sloneczku z widokiem na wulkam. Marcin wrócił po 4 godzinach wykończony, niby tylko 10km, ale droga okazała sie fatalna. Ostro pod górę i po kamienistej drodze, a widoki na gorze d..y nie urywały. Laguna del Laja należy do terenu Parku Narodowego,  a co za tym idzie trzeba kupic bilecik…i tu mile zaskoczenie, rowerzysci wstęp free 🙂1965538_690342447729525_7618720204763520663_odsc00117

10421212_688732241223879_6707381253092444097_n

Drugim bardzo spektakularnym wulkanem po drodze do Puerto Montt byl wulkan Villarrica(2582mnpm) Ludzie ostrzegali nas, że to bardzo popularne miejsce odwiedzane przez turystow, a co za tym idzie sztuczne.  Ale my mamy juz na to sposoby:-) dzien i noc spędziliśmy sami na jednym z pastwisk na przeciwko dymiacego wulkanu:-) trzeba tylko bylo uważać na miny przeciw piechotne (krowie placki)

 

10615532_694347910662312_6118659651069323549_n10410395_694347843995652_5032744507297332781_n

Tuz przed naszym miastem docelowym zjechalismy nad jezioro Lago Llanquihue. Rozbilimy oboz standardowo na jednym z pastwisk i relaxowalismy sie obserwujac dwa wulkany Osorno (2652mnpm) i Calbuco na tle blekitnego jeziora.

1016844_694348530662250_4306951337478793362_n

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ!
Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży.
W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *