Dentysta w Boliwii- świnki, kury i dziury :)

Podczas podjazdu pod górkę, gdzieś głęboko w górach Boliwii przez cala moja jamę ustną przeszedł zabójczy prąd, który nie chciał odpuścić…płukanie, cmokanie nie pomagało i bolało coraz bardziej, a trasa nie rozpieszczała. Na szczęście apteczkę mamy wyposażoną bardzo dobrze i w takich momentach pomagają życiodajne niebieskie tabletki Ketonalu bez których ani rusz. Ale ból ustępował tylko na chwile, a wąska szutrowa droga pięła się wysoko w górę. Jedyna myślą trzymającą mnie przy życiu była świadomość, że za około…3-4 dni dojedziemy do turystycznej miejscowości Tupiza gdzie na pewno znajdzie się jakiś dentysta. Wzięłam więc kolejną błyszczącą tabletkę i z koką w ustach walczyłam dzielnie z górami, bólem i osłabieniem.
Tupiza okazała się być niewielką lecz bardzo znaczącą dla turystyki miejscowością.to do niej przyjeżdżają masowo turyści z Argentyny do Boliwii.  Masa hoteli i dawno niewidzianych przez nas Gringos sprawiła, że poczuliśmy się nieco nieswojo i po kolejnej próbie orżnięcia nas na cenach mieliśmy ochotę uciec z niej jak najszybciej…ale ,,salonów” dentystycznych było od wyboru do koloru, więc poszłam na zwiady. I po paru kółeczkach i zorientowaniu sie w cenach wybrałam średniej jakości budę, gdzie znajdowało się coś przypominające fotel dentystyczny i narzędzia… ojjj sanepid miałby pełne ręce roboty. W poczekalni która robiła za pokój dziecięcy chodziły sobie w najlepsze kury. Lekarka, bardzo miła kobieta najpierw przetarła narzędzia fartuchem , sadząc pewnie że są one już jałowe, a później rozwierciła zęba. Niestety…bez antybiotyków się nie obeszło i ze względu na stan zapalny nie mogła mi wyleczyć zęba od ręki. Ale najważniejsze dla mnie był fakt, że ząb nie boli 🙂
Cena plomby światłoutwardzalnej kosztuje w granicach 30-40zł więc warto zastanowić się nad generalnym przeglądem przed powrotem do Polski. Ja nie omieszkałam skorzystać z tej promocji i naprawiłam parę ubytków, które przez ostatnie 1,5 roku się uzbierały 🙂

namiotnaszdom1

CZEŚĆ!
Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży.
W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *