Hola Padre Jacek!! Polacy na plebanii w Challapacie :)

,, A wiecie, że w Boliwii jest ksiądz z Polski?”
Takim pytaniem moja mama zaczęła pewnego dnia rozmowę z nami przez Skype. Zrobiliśmy oczywiście wielkie oczy i jednocześnie ucieszyliśmy się bardzo, ponieważ Polaków na naszej trasie jak na lekarstwo. Dziwnym zbiegiem okoliczności było także to, że parafia w której pracuje jest po drodze. Z Salar de Uyuni ruszyliśmy w kierunku małej miejscowości Challapata, która znajduje się około 120km na południe od Oruro i parę kilometrów od dużego jeziora Largo Popo.

dsc03715dsc03701 dsc03697

Początkowo wioska nie zrobiła na nas większego wrażenia, codziennie takich zapomnianych przez świat miejsc mijamy dziesiatki, ale już po wjechaniu do centrum naszym oczom ukazał się wielki tętniący życiem targ pełen wszystkiego!! kolory, zapachy, smaki pieściły nasze wszystkie zmysły. Mieliśmy aż problem, żeby przedostać się rowerami. Usiedliśmy przy fontannie i zaczęliśmy pytać miejscowych o ks. Jacka z Polski i w mgnieniu oka pocztą pantoflowa zostaliśmy skierowani na plebanię, gdzie naszym oczom ukazał się nieco zaspany mężczyzna, który ożywił się dopiero gdy usłyszał Polski język i fakt, że dotarliśmy do niego na rowerach 🙂 nie pytając czy zostajemy i na ile pokazał nam pokój w którym możemy odpoczywać ile nam się podoba, lodówkę z której możemy jeść co nam smakuje i inne wygody z których możemy korzystać ile chcemy 🙂 Początkowo planowaliśmy zostać tylko na dwa dni w celu odnalezienia wewnętrznego spokoju po przeżyciach które dostarczył nam Salar de Uyuni, ale w ostateczności zapuściliśmy korzenie na około 2 tygodnie, spędzając chyba najlepsze ,,wakacje od wakacji” podczas całej wyprawy. Nie dość, ze mogliśmy robić to co bardzo lubimy czyli chłonąc prawdziwe życie mieszkańców od podszewki, chodząc codziennie na targ, to jeszcze po paru dniach na mieście wśród lokalnych awansowaliśmy na księdza i zakonnice 🙂 w między czasie poznaliśmy innych niesamowitych Polaków którzy w międzyczasie przewinęli się przez dworcową poczekalnię czyli Jackową plebanię 🙂

dsc03335
Pierwsza Polką była Dominika, która od dłuższego czasu pracowała jako misjonarka w domu dziecka w Cochabambie. Niesamowita dziewczyna, od początku znaleźliśmy wspólny język, a śmiechu było co niemiara. Wiedziałam, że świat jest mały…ale żeby aż tak?? po paru dniach przyjechała trójka znajomych Jacka z Polski, Irena, Paweł i Leszek. Niby nic nadzwyczajnego, ale od słowa do słowa okazało się ze mieszkają w Połczynie Zdroju i Białogardzie czyli miejscowościach oddalonych 30-50km od Koszalina w którym mieszkam 🙂 i tak razem w siódemkę spędziliśmy wspaniały czas w Challapacie przy okazji bawiąc się wspólnie na karnawale w Oruro i spędzając całe dnie i wieczory na pogaduszkach. Przy nich odkryłam także, że istnieje coś takiego jak zakwasy w szczęce od nadmiernego śmiechu 🙂
Dziękujemy kochani za wszystko, dawno nie czuliśmy się tak wspaniale!!

dsc_5301

 

DSC_5292 DSC_5300  OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Brak odpowiedzi.

  1. boliviainmyeyes napisał(a):

    A ja z kolei slyszalam o ksiadzu Jacku od Asi, ktora pracuje w domu dziecka w Cochabambie:) Niestety, nie tym razem nie bede miala okazji, by odwiedzic te rejony, ale moze kiedys:)

    • namiotnaszdom1 napisał(a):

      haha ale ten świat mały, my za to poznaliśmy u Jacka koleżankę Asi- Dominikę, która także pracowała w Cochabambie:)

      • boliviainmyeyes napisał(a):

        Ja Dominike chyba tez spotkalam, ale nie jestm pewna:) Z Asia mam natomiast caly czas kontakt, bo mieszka na stale w Cochabambie, wiec ona tez pewnie by sie ucieszyla ze spotkania z rodakami:) P.S. Wspomnialam was w jednym z moich postow o Polakach w Boliwii – zycze udanej kolejnej podrozy i prosze, nie wybierajcie sie juz w porze deszczowej na pustynie solna!

  2. boliviainmyeyes napisał(a):

    P.S. Zeby nie bylo, ze zapomnialam ortografii: mialo byc ‚ksiedzu’:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *