Z górki na pazurki. Zjazd 4678metrów w dół do Chile

Gdy dotarliśmy na nasza przełęcz uzyskując rekord wysokości mieliśmy świadomość ze teraz czeka nas zasłużony zjazd 🙂 i to nie byle jaki bo z wysokości i 4600 trzeba zjechać nad poziom morza, czyli Pacyfiku do którego dzieliło nas 200km. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie fakt ze to droga tranzytowa do Chile i jeździły nią dosłownie sznury tirów, ciężarówek, samochodów… Bardzo ostre zakręty i przepaście. Ze wglądu na ograniczony czas, postanowiliśmy nadrobić trasę na rzecz wylegiwania się na plaży, lecz okazało się to trudniejsze niż myśleliśmy. Znaleźliśmy się w cywilizowanym Chile a co za tym idzie zderzyliśmy się z zasadami i pewnymi wymogami. Nie było już bezproblemowej podwózki, gdzie wskakiwaliśmy na pakę i w najlepsze jechaliśmy. ,,ojj nie amigos, będzie problem, policja w Chile daje duże mandaty za przewożenie ludzi”…,,ojj amigos nie mogę przewozić więcej niż ilość ludzi które mam zapisane w dokumentach”…,,policja , policja,policja” Ale po jakimś czasie złapaliśmy jednego gościa, który przetransportował nas na dół. Droga International n.11 faktycznie bardzo ruchliwa, masa zakrętów, tiry  przepychały się pomiędzy sobą i mimo zjazdu, parę większych podjazdów. Przez 200km tylko jedna miejscowość Putre do której początkowo mieliśmy podjechać stopem, ale później zdecydowaliśmy się jednak zjechać max na dół do Aricy. Mega zaskoczeniem był zmieniający się się krajobraz Dookoła, aż po horyzont skały piaskowe i suche tereny Tym razem góry ustąpiły pustyni. No tak, jesteśmy na płaskowyżu Atacama, najsuchszej pustyni na świecie więc nie ma się co dziwić, ale przeskok krajobrazowy po raz kolejny nas zaskoczył. Nagle z monotonnego pustynnego krajobrazu wyrwała nas zielona oaza miejscowości Poconchile , która leży nad resztkami wyschniętej rzeki Rio Lluta. Dostęp do wody wystarczył, żeby wybudować w takim miejscu miejscowość i posadzić masę roślin i upraw.

DSC03690dsc03687dsc03669

dsc03680

Po 6 godzinach, kiedy już zaczęło robić się szaro ujrzeliśmy bezkres Pacyfiku!!! mi jak zawsze w takiej chwili po plecach przeszedł boski dreszcz i oczy się zeszkliły. Pożegnaliśmy sie z naszym kierowcą, który wysadził nas na obrzeżach miasta. Robiło się ciemno, nie mieliśmy żadnych pieniędzy ani planów, gdzie spać. Ale szybkie zerknięcie na niezastąpionego GPS-a doprowadziło nas do fajnego campingu z basenem za 20zł/os. No cóż, co sobie będziemy żałować i zostaliśmy tam na 3 dni 🙂 należy nam się raz na jakiś czas odrobina relaxu

TROCHĘ HISTORII

Arica to dość duże miasto (wsunie po poruszaniu się bezdrożami i przebywaniu głównie na ,,zadupiach” wszystkie miasta są dla nas duże 🙂 )portowe graniczne przy granicy z Peru i słynie głównie z miejsca wypoczynkowego dla Chilijczyków. Ale Arica słynie także z wojny o Pacyfik (nazywana też „wojną o saletrę” lub „saletrzaną”) – konflikt zbrojny w latach 1879-1884, pomiędzy Chile i połączonymi siłami Boliwii i Peru. Wojna zakończyła się zwycięstwem Chile, które zdobyło terytorium bogate w surowce mineralne i odcięło Boliwii dostęp do Pacyfiku. W 1884 został podpisany rozejm pomiędzy Chile a Boliwią, który dawał Chile kontrolę nad całym boliwijskim wybrzeżem oraz cennymi złożami miedzi i innych minerałów. W 1904 podpisano traktat, w którym Chile zgodziło się na wybudowanie kolei łączącej boliwijską stolicę La Paz z portem w Arica i wolny tranzyt dla boliwijskiego handlu.

Tak więc przez te 3 dni byczyliśmy się na maxa, grzaliśmy swoje zmarznięte stawy na słoneczku przy basenie w którym spędzamy najwięcej czasu i jeździliśmy codziennie 14km do centrum Aricy na zakupy 🙂 Wstyd się przyznać, ale w Pacyfiku zanurzyłam się tylko do pasa. Woda była po prostu śmierdząca, brudna, plaża to jedno wielkie śmietnisko… woleliśmy zdecydowanie nasz basen 🙂

 

P2260036DSC03694OLYMPUS DIGITAL CAMERA

dsc03693

 

Pewnego dnia siedząc na krawężniku przed marketem i zajadając pieczonego kurczaka z bułką obserwowałam mieszkańców. Co rusz podjeżdżały wypasione i drogie fury z których wysiadali macho ze swoimi laluniami, dookoła przepych i bogactwo, każdy wyjeżdżał z markety z pełnym wózkiem, na ulicach Aricy każdy modnie ubrany…jednym słowem szał ciał. Od razu naszła mnie pewna refleksja i przypomniałam sobie ta ogromną różnicę pomiędzy Chile, a Boliwią oddzielona od tego ścianą gór. Uświadomiłam sobie, że psychicznie bliżej nam do tego kraju za górami niż tu…

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *