Choroba wysokościowa i niespodziewana zmiana planów…

Po odpoczynku i wynudzeniu się na maxa czas było wracać do Challapaty, gdzie u Jacka została masa naszych rzeczy. Zresztą, nasze plany uległy małym zmianom i po ponad 1,5 roku w podróży zdecydowaliśmy sie na mały reset w Polsce. Byliśmy trochę zmęczeni wyprawą i sobą nawzajem- wiadomo spęxanie ze sobą 24godzin/dobę razem jest piękne, ale i bardzo trudne. Nie można ot tak poprostu zamknąć/trzasnąć drzwiami i wyjść na miasto odpocząć. Na takiej wyrawie trzeba walczyć ze sobą i z przeciwnościami natury jednocześnie…Więc pewnego dnia zdecydowaliśmy sie kupić bilet do Polski, który mamy za tydzień  z Santa Cruz w Boliwii 🙂
Dojazd rowerami tych 200km z podjazdem z 0mnpm – 4600mnpm zająłby nam mniej więcej 5 dni… musieliśmy skorzystać z autobusu. Na dworcu autobusowym ceny biletów nas rozbroiły, nawet po dłuższym targowaniu nadal były za wysokie. Postanowiliśmy więc złapać jakąś ciężarówkę na wylotówce, co oczywiście nie było takie łatwe i zakończyło się niepowodzeniem. Hmmm 2 godziny staliśmy w upale licząc na jakąś okazję. W końcu jedzie autobus…. ,,dobra, nie mamy wyboru, jedziemy autobusem” – powiedzieliśmy. I to był strzał w 10!!! cena którą zaproponowaliśmy kierowcy była oczywiście połowę niższa niż ta, którą zaśpiewali nam na przystanku. Kierowca z uśmiechem na twarzy się zgodził i wsadził kasę do kieszeni 🙂 wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Więc nauczyliśmy się czegoś nowego, jeśli chcemy jechać autobusem trzeba go łapać na stopa, dowiadując się oczywiście wcześniej jaka jest prawdziwa cena biletu dla porównania 🙂

 CHOROBA WYSOKOŚCIOWA…

Myślałam ze po tak długim przebywaniu na wysokości, te 4 dni zjazdu w dół nie spowodują, że odzwyczaimy się od gór. A jednak w moim przypadku tak się nie stało…. Autobus piął się wysoko pokonując zakręt za zakrętem… a ja czułam jak moja głowa zaczyna pękać!! gdy po 5 godzinach znaleźliśmy się na wysokości 4600mnpm w miejscu przejścia granicznego nie byłam w stanie wymówić własnego nazwiska. Język mi się plątał, w oczach miałam mroczki, a w głowie kręciło się jakbym wypiła butelkę wódki. Koszmarne uczucie, bardzo się przestraszyłam, że będę musiała wracać w dół do Aricy.. Ale na szczęście po odprawie paszportowej i zjechaniu 500metrów w dól wszystko się unormowało. Nie ma żartów z chorobą wysokościowa!!

ODWIEDZINY U ZNAJOMYCH ZAKONNIC W ORURO

Tak więc wylądowaliśmy znów w miejscowości Oruro zahaczając po drodze do znajomych polskich zakonnic. Mieliśmy zostać na kawę, a zostaliśmy na noc spędzając razem wspaniały czas. Przy okazji pojechaliśmy do domu dziecka w Oruro, gdzie trwały przygotowania do urodzin jednej z wychowanek. Sama osobiście upiekłam ponad 30 ciast i nakręciłam ze 100 rogalików 🙂 ojj to był męczący dzień 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *