Płynie łódka płynie … cześć I Yurimaguas – Iquitos

12644983_927094574054310_6253426680600439947_n

Ogromne zielone obszary na mapie intrygowały nas od dawna. Wielokrotnie leżąc wieczorem w namiocie jeździliśmy palcem po mapie i zastanawialiśmy się co tam może być.  Po środku zielonej plamy – Iquitos miasto położone wśród peruwiańskiej Amazonii.  Żadnych dróg,  tylko pokręcone sieci rzek którymi można dostać się do tego miasta i wiosek położonych w dżungli.  Wtedy dotarcie w ten region wydawało nam się niemożliwe.  Ale jeśli się czegoś chce nic nie jest niemożliwe. Pewnego dnia postanowiliśmy pograć w zielone i zobaczyć królowę rzek – Amazonkę.

SPECJALNA OFERTA GRINGO!! 🙂

Docieramy do Youimaguas mniej znanego portu na rzece Huallaga.  Na dzień dobry obskakują nas całe tłumy naganiaczy i każdy przekrzykuje się próbując przekonać nas do swojej ,,specjalnej”  oferty rejsu do Iquitos .

,, CISZA PANOWIE!!” wrzasnęłam nagle.
wszyscy zamknęli się zaskoczeni,  a my mieliśmy czas żeby przeanalizować to co się dzieje.
Ceny rejsu wahają się w granicach 70-100soli na trasie Youimaguas – Iquitos.  Poszłam wiec pogadać z kapitanem statku Eduardo VIII który według rozkładu miał odpływać tego samego dnia o 18.
,,Przyjaciele chce wam pomóc i zaoferować SPECJALNA ofertę,  tylko dla was 70soli…” to się kapitan popisał propozycją:) 70soli to normalna cena biletu bez hamaka .  Ale cóż, taniej się nie dało wiec przystaliśmy na propozycję.  Marcin skoczył na rynek kupić dwa hamaki.  Można kupić je także na statku lub wypożyczyć ale cena jest podbita o parę soli.  Na pokładzie jak narazie mało pasażerów,  wiec cieszymy się swobodą i wolnym miejscem.
Mieliśmy wyruszyć tego samego dnia,  a ruszamy dnia następnego …  wieczorem!

ZAŁADUNEK

Te wszystkie tablice i rozkłady,  że statek wypływa tego samego dnia to taki chwyt marketingowy. Tak naprawdę decyduje postęp załadunku statków.  Jeśli statek jest zapełniony ludźmi i towarem to płynie,  jeśli nie,  stoi, aż się zapełni 🙂
W między czasie z  niedowierzaniem obserwujemy życie i pracę pracowników w porcie.  Jednymi maszynami do załadunku i rozładunku towarów są ludzie, a wszystko odbywa się ręcznie. Tiry zapełnione deskami,  milionem jajek,  kartonami pomidorów,  sałaty,  worki ryżu i maaasę innych produktów załadowywane są w pocie czoła przez mężczyzn w upale nie do wytrzymania.

Aż wreszcie silnik pełną  siłą wyrzuca z siebie czarny dym i ku naszej radości i nowo poznanych znajomych z Francji statek rusza . W ciągu jednego dnia dział dla pasażerów zapełnił się ludźmi,  hamak kolo hamaka,  nie ma gdzie szpilki wsadzić, a gdzie tyko znajdzie się minimum przestrzeni, lądują bagaże pasażerów… szafy,  kury,  wory z owocami,  całe gromady dzieci z zabawkami i nasze rowery oczywiście.

PEŁNIA KSIĘŻYCA W AMAZONII

Naprawdę robi się duszno i bardzo ciasno… postanawiamy wiec przenieść się na dach i w śpiworach pod gołym niebem podziwiamy klimat nocnej dżungli.  To był strzał w 10!! jest przyjemnie chłodno,  rześko i czuć zapachy,  a dżungla swoimi dźwiękami kołysze nas do snu.  pierwsze otwarcie oczu każdego ranka wita nas przepięknymi kolorowymi wschodami słońca.

 

Dzień za dniem mija podobnie.  Głównie na rozmowach z pasażerami.  oprócz nas jest jeszcze parę Francuzów,  Hiszpanów i chłopaki z Chile, reszta to miejscowi którzy wracają do Iquitos z towarem lub inni którzy jadą na urlop do dżungli.   W między czasie rozbrzmiewa wyczekiwany przez wszystkich 3xdziennie alarm.  JEDZENIE!!  Rano o 7 jest to głównie kaszka na a’la mleku, z bułkami posmarowanymi śladowa ilością masła,  później obiad – zwykle ryż z makaronem i kawałkiem kurczaka,  a na kolacje zupa.  Nie jest źle,  chociaż zbyt wymagający turyści psioczą zapominając ze płyną statkiem cargo,  a nie turystycznym rejsowym.  Jeszcze przed wyruszeniem łapię fory u kucharza i raz po raz na moim talerzu ląduje gotowana rybka z pod lady zarezerwowana dla pracowników załogi np.  pirania.

 

Po dwóch nocach i jednym dniu dopływamy do Nauta.  Wydostanie się ze statku,  a potem z portu nie należy do najłatwiejszych.  Tłum ludzi i stromy błotnisty brzeg.  Na szczęście w pomocy przybywa mi poznany wcześniej Peruwiańczyk i jeden z pracowników portu i pomagają mi wtargać rower na górę.   Nie powiem,  ale mężczyźni w Peru są bardzo domyślni i pomocni,  normalnie prawdziwi dżentelmeni.  Nauta jak każde miasto w Peru  niczym się nie różni od innych. Tego samego dnia dojeżdżamy do małżeństwa Polaków Ewę i Tomka artystów malarzy, którzy prowadzą kawiarnie i uprawiają dużą plantacje papai przy słupku kilometra 36 km. Bardzo mili ludzie z mega ciekawą historią swojego życia z którymi spędzamy parę dni rozmawiając i odpoczywając w hamaku przygotowując się psychicznie do kolejnej przeprawy przez rzekę…  ale tym razem  nie będzie już tak łatwo.

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Bronek napisał(a):

    Że też dopiero natrafiłem na tak fajny blog!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *