Iquitos miasto ukryte w centrum Amazońskiej dżunglii

Dawno dawno temu kiedy nie w głowach były nam podróże na taką skalę, oglądaliśmy jeden z odcinków W.Cejrowskiego ,,Boso przez świat” własnie o Iquitos. Wtedy nigdy byśmy nie pomyśleli, że kiedykolwiek postawimy stopy w tym mieście, a już wogóle , że wjedziemy do niego na rowerach 🙂 Iquitos to miasto położone w głębi Amazońskiej dżungli i jedyne tak duże miasto na świecie nie połączone żadną linią kolejową oraz drogą z innymi miastami. Dookoła tylko dżungla i nic więcej. Dostać się tu można tylko droga powietrzną lub wodna.  Wydostać także.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Założone w XVIII wieku jako misja jezuicka, przeżyło największy rozkwit w XX wieku w epoce „boomu” kauczukowego, kiedy to zjechało się do niego mnóstwo zagranicznych przedsiębiorców. Z tych czasów pozostały mu piękne budynki przy nadrzecznym bulwarze pokryte kolorowymi kafelkami „azulejos” sprowadzonymi z Hiszpanii i Portugalii, a także „Casa de Fierro”, Żelazny Dom, konstrukcja, która znajduje się dziś na głównym placu, a została zaprojektowana przez Gustava Eiffla (tak tak, tego od paryskiej wieży) w czasach świetności miasta. W Iquitos był też kręcony słynny film „Fitzcarraldo”, rozgrywający się właśnie w czasach kauczuku. Miasto ma obecnie dwa uniwersytety i jest oblegane przez turystów, którzy traktują je jako punkt wypadowy do wypraw w głąb amazońskiej dżungli.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale po kolei …  jeszcze przed wjechaniem do miasta spędzamy parę dni u Polaków mieszkających na carreterze Nauta – Iquitos na kilometrze 36. Ewa i Tomek stali się naszym motorem do zastanawiania się jeszcze głębiej nad sensem życia.  Razem z trójka dorosłych dzieci i dużym owczarkiem niemieckim wyjechali z Polski i przenieśli się do Peru.  Są szczęśliwi i żyją w spokoju z dala od problemów cywilizacyjnych robiąc to co lubią.  Relax na ich ziemi niezapomniany.  Wielki staw do kąpieli,  dookoła coconuty aż proszą żeby wypić z nich sok,  ogromne pole drzew obrośniętych dojrzałymi owocami papai i spokój.

image

DSC06632.JPG

DSC06634.JPG

image
image

Z żalem wyjeżdżamy od nich  (ale jak się później okaże,  nie na zawsze)kierując się na obrzeża miasta do niemieckiego pastora poznanego na statku, który zaprosił nas do siebie.  Christian i jego żona Susana mają duży dom w którym oprócz trójki dzieci i znajomych znajduje się i dla nas miejsce na dłużej.

DSC06633.JPG

image

 

AAA  TO WY!

Na drugi dzień Marcin razem z Christianem jada motorkiem do portu obczaić transport na naszą dalszą podróż w stronę Ekwadoru. W jednym ze sklepów,  gdy sprzedawczyni usłyszała, że Marcin jest  z Polski,  jej reakcja  była natychmiastowa : ,, Aaaa  to wy jesteście tymi Polakami rowerzystami którzy jadą dookoła świata i przyjechali do Iquitos!! „.  Śmieszne bo tak naprawdę w samym Iquitos jeszcze nie byliśmy,  a tym bardziej rowerami,  a już nas znają 🙂  Jak te informacje szybko się rozchodzą 🙂
image

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ZŁE WIEŚCI NIE ZAWSZE SĄ ZŁE…  🙂

Niestety… chłopaki nie przywieźli dobrych wieści z portu. Statek do miasta Pantoja na granicy z Ekwadorem przypływa do Iquitos za 15 dni! Zanim się załaduje i wypłynie miną kolejne 5 dni. Za długo żeby czekać … obmyślamy inne plany, pomysły… burza mózgów… W ostateczności pada pomysł by płynąć do Manaus – dużego miasta w Brazylii skąd leci już droga na północ do Wenezueli. Fakt,  że to zupełnie na około, w drugą stronę i nie tak jak zaplanowaliśmy poczatkowo, ale na tym polega przygoda 🙂  W między czasie plany zmieniają się jeszcze parokrotnie… znajomy Christiana ma znajomości na statku, które nie wypalają ,a w ostateczności okazuje się , że statek do Pantoja przypływa wcześniej i wypływa za 5 dni. Tp jest własnie nieobliczalna strona krajów Amryki południowej 🙂  jedziemy znów do Polaków, później okazuje się ze kiedy w najlepsze pluskaliśmy się w stawie statek do Pantoja wypływa dzień wcześnie… poplątanie z pomieszaniem. I tak po 2 tygodniach w ostateczności trochę zrezygnowani płyniemy na żywioł w stronę Brazylii. Zobaczymy co będzie dalej 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ!
Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży.
W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *