Pęknięta felga na ,,Street’s of Philadelphia”

Codziennie patrzymy na nasze rowery z dumą i podziwem, że dzielnie towarzyszą nam w naszej podróży. Oprócz naprawdę paru niewielkich usterek, dziur w dętkach, standardowych problemów nie mieliśmy sytuacji, która zmusiłyby nas np. do parodniowego/tygodniowego postoju w jednym miejscu lub co gorsza rezygnacji z dalszej zaplanowanej trasy. Z jednej strony to oczywiście wiedza i zasługa Marcina, który często (jak nie codziennie) robi ogólny przegląd naszych maszyn, a z drugiej to szczęście które nam sprzyja 🙂

Chociaż nie zawsze 🙂 :

PROBLEMATYCZNA FELGA

około 1,5 roku temu będąc jeszcze w Boliwii Marcinowa tylna felga zaczęła płatać nam psikusa i pękać… Trudno się jej dziwić, towarzyszyła mu od ładnych paru lat i w ostateczności ,,kopnęła w kalendarz” na totalnym pustkowiu w Boliwii. Szczęście w nieszczęściu z pomocą niezastąpionych plastikowych trytek/strepsów (jak zwał tak zwał) i gwoździa z pomocą którego Marcin załatał dziurę w feldze doczołgaliśmy się  do malej miejscowości, gdzie akurat odbywał się niedzielny targ.

Za równowartość 25zl kupiliśmy nową felgę  ,,NO NAME”, Marcin sam przeplótł szprychy i mogliśmy jechać dalej, a w większym mieście kupić coś lepszej jakości. Ale tania felga okazała się na tyle nie do zdarcia, że przejechała następne ok. 10tys km to jeszcze przez naprawdę paskudnej jakości żwirowo-szutrowe bezdroża Boliwii, Peruwiańskie Andy, Kolumbijskie upalne wybrzeże i prawie całą wschodnią część USA!!!

Ale w końcu i na nią przyszła pora i rozpadła się na całego, lecz tym razem w idealnym dla nas miejscu i czasie bo nie dość, że w dużym mieście Filadelfia to dosłownie 3 km od domu naszego amerykańskiego rowerowego hosta, który zaprosił nas do siebie na noc 🙂

Miasto Filadelfia, kojarzone pewnie przez większość z Was z piosenki Bruc’a Springsteen ,,Street’s of Philadelphia,, to bardzo ważne miejsce w historii USA – to tutaj narodziły się Stany Zjednoczone i ustanowiono pierwsza konstytucje.

Mimo wszystko miasto odrzuca już po pierwszych kilometrach. Masa śmieci, rozpadające się kamienice, jakieś opustoszałe zakłady przemysłowe. W centrum jest jeszcze ok, a to ze względu na służby komunalne dbające o porządek, lecz reszta dzielnic raptem rzut beretem od centrum to zapuszczone i żyjące swoim życiem dziury. Jedziemy w kierunku miejsca zamieszkania rowerzysty, który zaprosił nas do siebie na noc i przypadkowo wybieramy drogę przez dzielnice w której raczej nie powinniśmy się pojawić, tym bardziej w godzinach wieczornych. Dziesiątki czarnoskórych mieszkańców wodzi za nimi niezbyt przyjaznym wzrokiem, całe rodziny siedzące przed opustoszałymi walącymi się kamienicami bez okien pokazują w naszym kierunku palcami, a my stwierdzamy zgodnie, że warto przyspieszyć tempo by jak najszybciej stąd wyjechać. Niestety, pękająca felga co rusz przebija dętkę, albo zrywa łatkę  i jesteśmy zmuszeni robić co chwila postój, żeby albo załatać dziurę, albo dosłownie co paręset metrów dopompowywać powietrza.

Na szczęście wszystko dzieje się w promieniu 3 km od naszego celu i po kilku nieplanowanych postojach docieramy bezpiecznie i cało do naszego Hosta,  który gdy dowiaduje się którędy jechaliśmy, zrobił wielkie oczy bo nikt o zdrowych zmysłach z białym kolorem skóry tam się nie zapuszcza.

Johny to rowerowy zapaleniec z warsztatem wielkości przeciętnego mieszkania, który podawał nam w prezencie jedną z wielu felg walających sie w jego rowerowym królestwie 🙂  Tak więc mimo, że do miasta wjechaliśmy w niezbyt dobrych humorach, ale opuszczamy je z uśmiechami od ucha do ucha i z grającą w uszach piosenką Bruc’a Springsteen ,,Streets of Philadelphia,, kierujemy się dalej na północ USA

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Piotr napisał(a):

    Może, ktoś z „czarnych” pokazywał palcami i się dziwił, że jak wy na takich felgach jeździć możecie ;p A co to za te pierwsze felgi mieliście? Trochę zaczynam się bać bo nasze mają 25k. Ale mam nadzieje że dadzą radę jeszcze tak z 10-15. Mavix ex721

    • namiotnaszdom1 napisał(a):

      Marcinowa felga miała prawo się zepsuć, stara poczciwa Vuelta Airline 2 która miała za sobą ok.50.000km (w tym połowa na wyprawie z obciążonymi sakwami). Więc o swoją nie masz co sie martwić, jeszcze na pewno sporo pociągnie 🙂 Pozdrawiam

  2. Krzysiek napisał(a):

    Ważne, żeby dobrze zakończyć. Miłego pobytu w Filadelfii. Ja to miasto ominąłem właśnie z tego powodu, że nie cieszy się dobrą renomą – zdecydowanie bardziej polecam Boston.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *