Z Alaski na Yukon, czyli ostatnia prosta do Kanady. 

Po wjechanu znów na asfaltową drogę w naszych żołądkach zaczyna burczeć… poziom łaknienia sięga zenitu, a w naszych torbach rowerowych oprócz zupek błyskawicznych na które patrzymy wręcz z obrzydzeniem, porannych płatków śniadaniowych i słodyczy od których wręcz nas mdli nie ma nic więcej na co mielibyśmy apetyt. Nasz organizm domaga się mięsa! Dodatkowo oliwy do ognia dodają kierowcy camperów, którzy na tzw. ,,rest area” przyrządzają sobie posiłki, które zazwyczaj składają się z pachnących na kilka kilometrów steków z grila. Na końcówce szutrowej Denali Hwy w miejscowości Paxon według GPSA coś jest, ale po dotarciu na miejsce nie miło się rozczarowujemy. Owe miejsce zaznaczone na mapie dość pokaźną kropką to parę domków i walące się ruiny dawnej stacji benzynowej.

Alaska to ogromna przestrzeń, sklepy dostępne sa tytlko w większych miejscowściach , które oddalone są od siebie średnio co 400-500km… samochodem to kilka godzin luzackiej jazdy, dla rowerzysty… kilka dni ciężkiej charówki 🙂  Ale najważniejsze, że pogoda dopisuje do tego stopnia, że zaczynamy wątpić,  że faktycznie jesteśmy na Alasce, temperatury tropikalne jak na daleką północ 🙂

Ruch na trasie nr 4 prowadzącej do Delta Junction jest niewielki, raz po raz przeejdzie jakiś camper z kiwającym radośnie w naszą stronę kierowcą, albo grupa motocyklistów, poza tym cała ulica dla nas, jedziemy więc środkiem ulicy wspominając ostatnie dni spędzone na Denali Hwy sądząc,  że po tym co widzieliśmy,  na Alasce nic nas już nie zaskoczy. Aż tu nagle zza rogu pośród zieleni choinek wyłaniają się potężne wulkaniczne góry, które swoimi barwnymi kolorami nie pozwalają oderwać od siebie wzroku, smaczku dodaje błękitne niebo, wiatr w plecy i gładziutki asfalt. Jest gorąco, temperatura sięga blisko 30*C,  więc zatrzymujemy się przy źródełku z którego wybija  najzdrowsza i najsmaczniejsza woda głębinowa. Odpoczywając w cieniu zatrzymuje się miejscowy  motocyklista z Fairbanks,  który jak sam stwierdza, długo nie pamięta jak pięknej pogody utrzymującej się dodatko tak długo!!

Częstuje nas także pysznymi domowymi kanapkami, a na odchodne dostajemy pudełko ciasteczek. Ale upał i częste podjazdy nie dają nam długo ujechać,  więc przy najbliższej rzece zatrzymujemy się na dłuższy odpoczynek. Rozgrzani do czerwoności postanawiamy ochłodzic się nieco w krystalicznie czystej wodzie, ale nie tak prędko do niej wskakujemy….woda jest wręcz lodowata!! Ja kapituluje i w przeciwieństwie do Marcina, który z bólem wylewa na siebie garnek wody, zanurzam jedynie głowę.

Alaska to raj dla namiotowiczów! Co rusz na trasie znajdujemy miejsca, które aż proszą się żeby zostać na noc tym bardziej, że większość z nich, ma dostęp do rzeki w których woda jest na tyle czysta , ze bez problemu nadaje się do picia. Ponadto, podczas chłodnych poranków można ogrzać się przy ognisku, ale na nasze szczęście prędzej potrzebujemy czegoś do ochłody, niż dogrzewania już i tak rozgrzanego od słońca ciała.

Po paru dniach, dojeżdżamy do miejscowości Delta Jct. Można powiedzieć, że to taka mini oaza na naszej trasie. Niewielka, licząca około 900 mieszkańców mieścina, oprócz paru drogich moteli, stacji benzynowej itp.  jest przystanią dla studzonych i głodnych rowerzystów jak my, ponieważ zawiera pokaźnych rozmiarów sklep spożywczy z normalnymi cenami dla lokalnych ludzi, a nie jak dotychczas małych turystycznych barów. Rozkładamy się na tyłach sklepu i w ekspresowym tempie pałaszujemy pieczonego kurczaka z dużą ilością chleba i gazowanego zimnego nopoju. Achhh…..tego  nam trzeba! Najedzeni robimy sobie ponad 2 godzinną sjestę po czym udajemy się do jednego ze sklepów monopolowych w celu zakupu  jakis %% na lepsze trawienie po południowym obżarstwie i jedziemy dalej.

Trochę rozleniwieni mamy dylemat, czy cofnąć się 3 km przed miejscowość i rozbić namiot nad małą lokalną rzeczka, czy dokręcić jeszcze 47km do dużej rzeki. Niechętnie, ale postanawiamy jechać dalej i ta decyzja okazuje się strzałem w 10! Silny wiatr w plecy i w większości droga prowadząca w dół sprawiają , że po 2 godzinach jesteśmy na miejscu. Ogromna rzeka, masa dyskretnego miejsca na nocleg i słoneczna pogoda sprawia, że zostajemy tu 2 noce leniuchując na maxa, kąpiąc sie w co prawda zimnej wodzie, która tym razem przynosi ulgę i orzeźwienie podczas tak gorących dni. To pierwszy dzień odpoczynku w którym, nasze rowery stoją spokojnie oparte do drzewa. Już po wyjechaniu z Delta Jct.i zjechaniu z gór  widzimy wyraźną zmianę otoczenia. Dotyczące góry zastąpiły ciągnące się po horyzont lasy choinek i brzóz, czujemy się jak w Polskim lesie

Kolejnego słonecznego dojeżdżajac  do kolejnej większej miejscowość  TOK w której to krzyżują  się dwie główne drogi do Anchorage i Fairbanks moja uwage zwraca kawalek papierka lezacego na jezdni. Wręcz z paskiem opon hamuje, żeby bliżej się jemu przyjrzeć i wzrok mnie nie mylił, tym papierkiem okazuje się 50$ 🙂

z usmiechami na twarzach postanawiamy więc zaszaleć i w TOK serwujemy sobie miejsce na polu namiotowym. Pierwsza lepsza miejscówki na wlocie do miasteczka ,,TUNDRA” za 20$ oferuje miejsce pod namiot, ciepły prysznic, internet, dostęp do pralni, naprawdę bardzo miłą atmosferę i niewielki ruch, ponieważ większość ludzi z camperami  wali na nowoczesny RV PARK bliżej centrum. My najbardziej jesteśmy zadowoleni z  faktu, że wrezcie możemy sie porządnie wykąpać i to w goracej wodzie, a nie jak dotychczas lodowowatej z rzek. Po raz kolejny przekonujemy sie, ile radości może dać taka prosta czynność jak prysznic, czyste  włosy, pachnące ubrania i możliwość zjedzenia obiadu przy stole 🙂  gorąco polecamy ten camping.

Z pełnymi brzuchami i zapasami jedzonka na kolejne dni zmierzamy w kierunku przejścia granicznego z Kanada, do której zostało nam niewiele bo około 140km.  Jednak Alaska nie chce nas tak poprostu wypuścić i na do widzenia serwuje nam SILNY wiatr w twarz i serię podjazdów, których przewyzzenia na tym odcinku wynosiły ponad 2500 metrow! Nie powiem…ale dostaliśmy na koniec nieźle w kość dojeżdżajac na drugi dzień późnym popołudniem  do granicy Alaski z Kanadyjskim Yukonem.

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ!
Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży.
W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *