Wynurząjacy się olbrzym w Parku Narodowym Denali 

Już od pierwszych godzin pobytu na Alasce , każdego dnia daleko na horyzoncie oko cieszą góry…i to nie byle jakie! Ogromne pasmo górskie  pokryte grubą warstwą śniegu i ta kontrastujaca zieleń  tysięcy hektarów przestrzeni niemal nietkniętej ludzką ręką sprawia, że widoki są wręcz niedoopisania. Pare dni później, po wyjechanu z dużego miasta Anchorage główna droga nr 3, docieramy do górskiego serca Alaski,  czyli  do największego Parku Narodowego Ameryki Północnej – Denali.  Pierwotnie park nosił nazwę McKinley National Park and Preserve, ale w 1980 r. zmieniono ją na Denali, tak jak nazywają wznoszącą się 6194 mnpm  górę McKinley Indianie.

Najwyższy szczyt Ameryki Północnej jednym z siedmiu wchodzących w skład Korony Ziemi początkowo nie chciał pokazać nam nic więcej oprócz grubej warstwy chmur. Postanawiamy, że tak łatwo  nie odpuścimy i rozbijamy namiot na jednym z punktów widokowych z których rozpościera się widok na całą panoramę łańcucha górskiego z  Denali w roli głównej. Ale Alaskańska pogoda jest nieugieta i całą noc i ranek pada deszcz…

Źli na cały świat, zziębnięci, mokrzy  zwijamy manatki i jedziemy dalej. Krajobraz jest przytłacząjacy, wszytsko dookoła ma zgniło szary kolor, który wręcz po jakimś czasie zaczyna nas dołować. Ale grunt to się nie poddawać mimo tak niekorzystnych warunkow, bo przecież taka pogoda nie może trwać wiecznie… i tak też było i tym razem 🙂

Z każdym przejechanym kiometrem pomiędzy grubej zasłony ciężkich chmur zaczyna prześwitywać słońce ogrzewając nasze zmarzniete ciała i susząc mokre ubrania. Niesamowicie przyjemne uczucie, gdy człowiek zaczyna się pocić, a promienie słoneczne oswietlają cały krajobraz ukazując nagle przepiękną panoramę gór. Zatrzymujemy się na jednym z punktów widokowych  i w promieniach słońca z olśniewająco pięknym widokiem gotujemy obiad.  Dla takich chwil naprawdę warto się trochę pomeczyc.

Droga nr. 3 prowadząca z Anchorage do drugiego pod względem wielkości miastem Firebanks jest naprawdę bardzo dobrze przemyślana. Oprócz oczywiście szerokiego asfaltu dla samochodów, wzdłuż drogi w okolicach większych miast poprowadzona jest  oddzielna trasa rowerowa, dzięki której rowerzysta nie ma wogole bliższego kontaktu z pojazdami mechanicznymi. Dodatkowo, co jest dla nas wielkim szokim, poboczem biegnie droga dla kładów,  a zimą dla skuterów śnieżnych.  Alaska, jak i całe Stany Zjednoczone to raj dla camperów w związku z czym na głównych trasach co rusz znajdujemy zajazdy, rest area z całym zapleczem sanitarnym, pompami z wodą pitną i darmowymi miejscami do rozbicia namiotu.

Jedyne czego brakuje to ciepłego prysznica…im dalej na północ tym woda  w rzekach nie zachwyca podczas kapieli 🙂

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. W Duecie po Świecie napisał(a):

    W przypadku złości na cały świat z powodów pogodowo-terenowych pozostaje jeszcze desperackie pytanie: „lepiej być w deszczu/wietrze/zimnie/upale, czy nie być wcale?” 🙂

  2. Daria napisał(a):

    Mi wystarczyło pytanie Marcina: ,, wolalabys siedzieć teraz w robocie? „

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *