Parki Narodowe Jasper i Banff – jak z wyśnionej pocztówki!

​Parki Narodowe Jasper i Banff to wszytskie cuda natury w jednym miejscu. Kryształowa woda w polodowcowych jeziorach, piękne górskie krajobrazy, szczyty ośnieżonych gór z ogromnymi połaciami lodu i śniegu,  żywioły rwących rzek i huczących wodospadów,  świeże powietrze i rozgwieżdżone niebo i zwierzęta żyjące w swoim naturalnym środowisku takie jak: niedźwiedzie grizzly, łosie, kozły śnieżne, owce kanadyjskie i wiele, wiele innych.

Jasper National Park to jeden z najstarszych i największych parków narodowych w Kanadzie,  a bramą do tego magicznego moejsca jest miejscowość Jasper.  Został założony w 1907 roku. Położony jest w prowincji Alberta i obejmuje obszar 1080m2

Oglądając zdjęcia w interecie,  nie wierzylismy że takie miejsce istnieje, jak z wysnionej pocztówki. A jednak!

Noc przed wjazdem do parku spędzamy w tzw. ,,krzaczorowie” nad duża rzeka mniej więcej 10km  przed miasteczkiem. Miejscówka, jak  na Kanadyjskie możliwości,  średnia , ale za darmo i co najważniejsze pewna bez niespodzianki, że nagle jakiś strażnik nas wyrzuci bo miejsce wcześniej było rezerwowane przez jakiegoś kamperowca. Jest sezon wakacyjny i nie ma co liczyć na miejsca na polach campingowych bez uprzedniej rezerwacji, zresztą i tak korzystamy z takich atrakcji bardzo rzadko bo po co płacić skoro wokół tyle miejsca 🙂 Przegryzając coś lekkiego do spania patrzymy na spacerujacego po torach kolejowych leniwym krokiem czarnego niedźwiedzia, co prawda jest on po drugiej stronie rzeki, ale czujemy się nieco nieswojo 🙂

Noc mija na szczęście w miarę spokojnie….oprócz jeżdżącego co chwila pociągu towarowego ciągnącego za sobą 170 ( liczyłam) wagonów z kontenerami trabiąc przy tym strasznie głośno!

Turystyczny raj – Jasper

Już w momencie wyjechania z Mt. Robson widzimy, że zbliżamy się do turystycznej mekki po ilości kamperów  których z każdym kilometrem przybywa. Żegnamy Kolumbię Brytyjską i wjeżdżamy do kolejnego stanu Kanady- Alberta, która już na początek robi dobre wrażenie szerokim poboczem!

Miasteczko Jasper kipi przepychem! Dookoła wyrastają ekskluzywne restauracje, sklepy outdoorowe, knajpy, a w jedynym sklepie  spożywczym oprócz produktów, które oczywscie mają podbita na maxa ceny , serwują również sushi robione na miejscu przez Chińczyków. Dookoła panuje ogromne poruszenie, zmęczeni dotychczas od ogromnych ilosci kilometrow kierowcy kamperów i śpiący zazwyczaj pasażerowie ożywają  wodząc podnieconym wzrokiem  po ,,atrakcjach” jakie serwuje Jasper. Czujemy się jak w sezonie na Krupówkach i czem prędzej chcemy stąd uciec.

Jest ponad 30*C, upał leje się z nieba więc siadamy na trawniczku przed informacją turystyczną pijąc kawę z pobliskiej stacji paliw, gdy podchodzi do nas młody rowerzysta z Alaski, a po chwilę przysiada się także straszy facet z Toronto. Słysząc z naszych ust język polski okazuje się,  że to Chorwat pochodzenia Polskiego mówiący dość nieźle po polsku. Oferuje nam propozycje  nie do odrzucenia!  i tak parę minut później ladujemy na polu namiotowym z darmową miejscówką , ale zamiast namiotu rozwieszamy hamaki w których śpimy gdy tylko mamy okazję! Lecz to nie koniec miłych spotkań! Odpoczywając w najlepsze po gorącym prysznicu obserwuję parę rowerzystów że znajomymi torbami. Przecież to CROSSO! Wołam do nich, czy przypadkiem nie są z Polski?! I tak poznajemy Agnieszkę i Maćka, którzy jadą z Toronto na północ Kanady, spędzając razem z Alaskanczykiem, polsko/chorwackim /kanadyjczykiem i Polakami super wieczór który przeciąga sie pod wpływem sporej ilości piwa do późna w nocy 🙂

Oprócz śmiechów i samych pozytywnych tematów, Aga i Maciek opiwiadaja nam swoją niezbyt fajną ,,przygodę”. 5 miesięcy wczesniej, gdy wyruszyli z Toronto spotkała ich dość niemiła przygoda. Jak co wieczór rozbili namiot, tym razem na jednej z przytani dla łodzi. Wydawałoby sie bardzo bezpieczne miejsce…niestety rankiem okazało sie, że ich 4 troby wypchane jedzeniem na podróż zostały skradzione… Szczęście w nieszczęściu nie poddali sie i pedałują dalej 🙂

Mieliśmy w planach wystartowac wczęsnie rano, ale jak zwykle gadu-gadu i wyjeżdżamy po 11, przypadkowo dowiadujemy się, że gdzieś po drodze zmieniliśmy strefę czasową i ubyła nam 1 godzina. Zresztą na wyprawie i tak to nie ma znaczenia bo czas nas nie goni, do pracy nie trzeba iść itp 🙂

KONIEC SIELANKI…

Już po wyjechaniu z Jasper droga zaczyna piąć się deliatnie pod górę, z nieba leje się żar, normalnie kanadyjskie tropiki 🙂  przejechaniu 30km zachaczamy o jedna z atrakcji Athabasca Falls- przepiękny wodospad , którego rzeka o tej samej nazwie następnie przepływa przez Jezioro Athabaska, po czym łączy się z rzeką Peace tworząc Rzekę Niewolniczą wpadającą do Wielkiego Jeziora Niewolniczego. Mleczno-turkusowy kolor wody przepięknie komponuje się z otaczającym krajobrazem. Jesteśmy rozgrzani do czewoności i z niecierpiwością odliczamy kilometry do Jeziora Honeymoon, gdzie planujemy dłuższą przerwę, lecz widoki dookoła nie pozwalaja nam jechac zbyt szybko- jest przepięknie!! Z jęzorami na wierzchu docieramy do jeziora, które jak na złość znajduje sie na szczycie długiego i stromego podjazdu..a jakże by inaczej 🙂

po długiej sjeście w hamakach dokręcamy jeszcze kilka kilometrów do Poboktan Creek bazy wypadowej na szczyt góry Poboktan. Tym razem nie śpimy bezpośrednio przy rzece i żeby sie nieco wykąpać trzeba iśc na drugą stronę jezdni i zejść stromym spadem przez krzaki w dół. Na trasie widujemy często niedźwiedzie, z których słynie Alaska i Kanada, wręcz przyzwyczailiśmy sie do ich obecności. Ale tego wieczoru myjac sie przy brzegu czułam się nieswojo, podśpiewywałam głośno , gwizdałam radośnie, pukałam kamieniem o kamień, żeby narobić hałasu by niedzwiedz nie natknął sie przydakowo na niewiastę pluskającą się w lodowatej wodzie 🙂
Poranek wita nas bezchmurnym niebem, tego dnia zapowiada się znów gorący dzień! trasa pnie się początkowo dość łagodnie w górę, momentami mamy wrażenie, że jest płasko… lecz to tylko złudzenie, wystarczy odwrócić sie do tyłu, żeby przekonać się, że jedziemy pod górkę. Spocone od gorąca i wysiłku ciała świecą się w palących promieniach słońca, a widoki zwalają z siodełek.

Icefield Parkway lub też inaczej – Promenade des Glaciers jest jedną z piękniejszych tras na świecie wiodąca między wysokimi pasmami gór z lodowcami na szczytach. Około południa zaczyna się stroma wspinaczka na pierwszą konkretną przełęcz w Kanadzie – Sunwapta Pass 2036mnpm w okolicach której znajduje się jedna z większych atrakcjii turystycznych Glacier Skywalk-  przeszklony punkt widokowy zawieszony 280m nad doliną Sunwapta z którego rozciąga się  panorama na np. największe pole lodowcowe na Alasce – Colombia Icefield, kanion Sunwapta i wodospady zasilane wodą z uchodzącego za najpiękniejszy lodowiec Ameryki Północnej – Athabasca  wpadające  następnie do trzech oceanów: Arktycznego, Spokojnego i Atlantyckiego.  Turystyka w tym miejscu zabrnęła za daleko… jedną z atrakcjii jest wjechanie specjalnym autobusem na lodowiec i możliwość przespacerowania się po jego powierzchni. Wyjeżdżone trasy na resztkach topniejącego w nardzo szybkim tempie lodowca przypominają autostradę… żeby nacieszyć sie tym widokiem, jedziemy na pole namiotowe WILCOX (15$/noc) i idziemy na zachód słonca, a rano na wschód na punkt widokowy  na pobliską górkę 20minut pieszo od pola namiotowego, z którego SAMI podziwiamy krajobraz!!

Przełecz Sunwapta Pass jest granicą pomiedzy PN Jasper, a PN Banff ktory jest od 1984 roku wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO! Droga tym razem leci w dół 🙂  40km pięknego zjadu około 600metrów w dół do przepięknej doliny. Góry wokół mają fantastyczne strzeliste i smukłe kształy z poszarpanymi krawędziami. Głodni dojeżdżamy do skrzyzowania dróg 93 z drogą nr11, którą można dojechać do PN Kootenay Plains. W miejscu skrzyżowania ruch jak na Marszałkowskiej!! kolejka do małej stacjii benzynowej, pełen parking aut pod restauracja i jeden wielki haos. W pośpiechu jednak wyjeżdżamy…ceny w sklepiku podbite o 200%, a w barze nawet Amerykanie są w szoku widząc ceny np. 5$za małą kawę 😀

Docieramy do kolejnego polodowcowego jeziorka Waterfowl Lake. Wbijamy się na pole namiotowe i nad samym jeziorem robimy dłuższy odpoczynek z kąpielą w roli głownej 🙂  długo myślimy czy chce nam sie jeszcze gdzies jechac, czy może zostajemy na polu nocując gdzies na obrzeżach. Bujając sie w hamakach w przyjemnym cieniu zmieniamy zdanie kilkukrotnie, raz nam się chce, a za chwile po zjedzeniu obiadu dopada nas totalne lenistwo 🙂

W końcu po 2 godzinach serwujemy sobie kawę i jedziemy dalej. Plany dokręcenia tylko 20km – 30km zamieniają się w niezłą harówkę 🙂 wumie jedzie nam się na tyle dobrze, że w ostateczności około godziny 19 zdobywamy kolejną przełęcz Bow Summit 2087mnpm. Stąd wystarczy podjechać jeszcze 120 metrów w pionie drogą by zobaczyć mleczno-błękitne, lodowcowe Peyto Lake. Widok zwala nas z nóg ( zmeczenie także)!! Podczas lata znaczna część pyłu skalnego z lodowca spływa do jeziora, dają one jasny, turkusowy kolor tafli wody. Dzięki jasnemu kolorowi wody, zdjęcia jeziora często są umieszczane w książkach, magazynach, obszar dookoła jeziora jest popularnym miejscem dla turystów. Peyto Lake jest najlepiej widoczne z Bow Summit najwyższego szczytu Icefields Parkway! Takiej okazjii nie mozemy przegapic na piekny wschod slonca! rozbijamy wiec namiot… chociaz nie jest to proste, okoliczne krzaki i sciezki sa wrecz pelnie papieru toaletowego, ktory to turysci wyrzucaja gdzie popanie!! Noc zimna, ale rozgrzewamy sie szybkim podjazdem na gore, gdzie gotujemy sobie sniadanie i pijemy goraca kawe!

Tym przepieknym akcentem konczymy nasza parodniowa przeprawe przez Parki Narodowe, przed nami zjazd do Banff z ktorego, po malych zakupach w IGA,szybko uciekamy

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

2 komentarze

  1. majchers napisał(a):

    Pocztówkowe i… banknotowe są w tej okolicy inne sławne jeziora: Emerald Lake (na $10), Lake Louise Lake i Moraine Lake (na $20). To one okupują strony rozmaitych folderów, informatorów i przewodników o/po Kanadzie. Ale i tak zobaczyliście sporo wspaniałości… 😉

  2. W Duecie po Świecie napisał(a):

    170 wagonów? Chciało Ci się liczyć? 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *