Granica Kanada-USA. Problemy!

​Granice państw zawsze oznaczają jedno – HARÓWKĘ!  Zazwyczaj oddzielone od siebie różnymi pasmami gór, trudnym pofałdowanym terenem, płaskimi długimi bezdrożami , a żeby tego było mało zazwyczaj przeprawom towarzyszą trudne warunki atmosferyczne np.wiatr w TWARZ …. A jak 🙂 Podczas  dojazdu do granicy kanadysko-amerykańskiej  wszystkie te przeciwności natury zmówiły się przeciwko nam tworząc niezły egzamin z rowerowego życia. Chociaż jeszcze wtedy nie zdawaiśmy sobie sprawy, że wiatr, upał, górki itp. to pikuś w porównaniu  do tego, co czeka nas na granica Kanada-USA.

3 dni wcześniej,  nic nie zapowiadało żadnych niepowodzeń. Wiatr w plecy pchał nas przez ponad 70km, słońce przyświecało, a droga w większości prowadziła w dół! Czego chcieć wiecej?! Ciesząc się chwilą i czując ogromną radość z jazdy podziwialiśmy zmieniający się krajobraz.

 

 

DO CZASU….

Po 70km droga zaczyna skręcać coraz bardziej i bardziej, a dotychczasowy przyjaciel, staje się naszym największym wrogiem! Według jednej z mijanych stacji meteo prędkość wiatru tego dnia dochodzi do 50km/h! ta własnie siła, w ciagu dosłownie kilku kilometrów zaczyna wiać nam z boku z tendencją w twarz, a średnia predkość  spada do 12km/h.  Z cieknącym potem po oczach dojeżdżamy do miejscowości Pincher Creek, gdzie wydajemy nasze ostatnie dolary kanadyjskie w miesjcowym markecie Walmart 🙂 Czekając na Marcina buszującego pomiędzy sklepowymi półkami obserwuję lokalnych mieszkanców i osobiście jestem w szoku… Ludzie są jacyś dziwni, co drugi niepełnosprawny fizycznie lub psychicznie, bardzo (wręcz ekstremalnie) otyli i wizualnie w niczym nie przypominają dotychczas spotkanych Kanadyjczyków. Okazuje się, że w tym miejscu początek ma największy w USA rezerwat Indian Blackfood, a mieście Cardson znajduje sie założony w 1887 roku kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (mormonów) z terytorium Utah, którzy podróżowali przez Macleod-Benton Trail do Alberty

 

Ostatnie 27km męczymy prawie 2 godziny! Krajobraz w ciągu dnia zmienia sie nie do poznania! Dotychczasowe ośnieżone góry, zielone lasy, wszechobecne rzeki  ustepuja pustynnej pampie pełnej wysuszonych krzków, żółtych od silnego słonca pól uprawnych na ktorych krowy szukaja chociaż źdźbła zielonej trawy…

A wiatr … no cóż … w mordę :/

W końcu doczołgujemy sie do jednej z niewielu rzek i marzymy tylko o jednym!  KĄPIEL!  Wskakujemy do owej rzeki chłodząc nasze rozgrzane do czerwonosci ciała. Ufff to uczucie jest wręcz nie do opisania 🙂

Natępnego dnia wstajemy wczesnie rano o 5.30, żeby wykręcic jak najwięcej kilometrów, zanim na nowo rozkręci sie wiatr. Ciężko sie wstaje…rano wręcz trzęsiemy sie z zimna, a termometr pokazuje ledwo co 5*C.  Takie uroki stepowych krajobrazów, w nocy człowiek stuka zębami z zimna, a w dzień pali się z  gorąca.

 

W USA Z URZĘDNIKAMI SIĘ NIE DYSKUTUJE!!

W życiu byśmy sie nie spodziewali, że ten dzień bedzie dla nas tak ciężki…nie tylko pod względem fizycznym, ale także i psychicznym … tyle razy przekraczaliśmy granice różnych państw i przybycie do kolejnego państwa traktujemy wręcz jak rutynę.  Ale tym razem nie było tak łatwo.

Wybieramy mniejsze przejście granczne, głównie ze względu na mały ruch na drodze i spokój. Nie będziemy przecież jechać zatłoczoną, hałaśliwą autostrada prowadzącą z Calgary do USA, kiedy obok mamy mniejszą spokojną drogę z bezpiecznymi miejscówkami do spania.  Minus oczywiscie bocznych dróg jest znany… trasa pofalowana na maxa z niezliczoną ilością podjazdów, zjazdów, podjazdów , zjadów i to w niemiłosiernym upale. Spoceni na maxa z wywalonymi jęzorami na wierzch dociemay wreszcie do miejsca, w którym z daleka powiewają dumnie flagi Kanadyjska i Amerykańska.

 

Nie spiesząc sie siadamy, jeszcze po stronie kanadyjskiej, wrzucając coś na ząb i doprowadzając się do porządku, bo przecież jakoś trzeba wyglądać przed urzędnikami. Ruch  jest niewielki, co rusz granicę przekraczają lokalni kolarze, którzy wyskoczyli sobie na trening do Kanady/USA  🙂

Trafiamy do miło wyglądającego strażnika, wyluzowani na maxa odpowiadamy na podstawowy zestaw pytań.  Jednak z minuty na minutę pytania zaczynają być coraz bardziej szczegółowe….  Nasze plany, skąd pieniądze, co robiliśmy wcześniej w USA, dlaczego tak długo, gdzie byliśmy wcześniej, gdzie pracowaliśmy w PL…  Zaskoczeni takim obrotem sytuacjii nagle strażnik zaprasza nas do pomieszczenia, gdzie siada do komputera w poszukiwniu niewiadomo czego.  Jest to nasz 3 wjazd na teren USA, zawsze opuszczaliśmy kraj wedle narzuconych terminów (dotychczas 6 miesięcy) , a że jeździmy rowerami,  zazwyczaj siedzieliśmy na maxa i to właśnie najprawdopodobniej nie podobało się urzędnikowi imigracyjnemu…. oliwy do ognia dodał gruby pan, który wyskoczył niewiadomo skąd i zaczął się rzucać, że nas nie wpóści do USA i mamy wracać do Kanady ,bo to on (jak podkreślił)  jest tu jest szefem!!

Ja, jak to ja, zaczęłam się trochę przekomarzać z ,,szefem” co wkurzyło go jeszcze bardziej… po chwili wiedziałam, że głupie przygadywanie i zadzieranie nosa z mojej strony było błędem… w USA z urzędnikami/policjantami się NIE DYSKUTUJE!! Zostałam po raz kolejny ,,sprowadzona na ziemię” pewnym i donośnym głosem Amerykańskiego pana ze straży granicznej co szybko przekonało mnie w tym, że mamy faktycznie problem, a żarty się dawno skończyły.

Czuliśmy sie jak jacyś przestępcy próbujący nielegalnie wjechać do USA… Po około 2 godzinach dostaliśmy dostaliśmy pozwolenie wjazdu na 4 miesiące, jakiś świstek który musimy oddać na granicy którą będziemy opuszczać USA  i ,,misia” zakazującego przyjazdu do USA przez kolejne 7 miesięcy…

 

Zmęczeni psychicznie do granic możliwości i trochę zniesmaczeni tą niespodziewaną sytuacją, ale  z drugiej strony szczęśliwi, że nie zostaliśmy odesłani z powrotem do Kanady suniemy stromą serpentynką do autostrady nr2, która prowadzi do głównego przejścia graniczego pomiędzy Kanadą, a USA w Carway.   Tego dnia nie mamy już siły jechać dalej,  znajdujemy pierwszą lepszą miejscówkę nad jeziorem Lower Saint Marry Lake tuż przy  PN Galcier  i 2 dni odpoczywamy!! Nieprzyjemny dzień, wewnętrzne rodarcie, zmęczenie fizyczne i upał nas wykończyły na maxa… Musimy odpocząc zanim ruszymy dalej…

 

DLACZEGO??

Tym razem nie potrzebowaliśmy aż 6 miesięcy na podróż przez USA i czas na opuszczenie kraju , czyli 3 miesiące, w zupelności nam wystarczył na dostarcie do Meksyku. Zastanawiamy się tylko, skąd owa złość i zainteresowanie nami ze strony urzędników imigracyjnych.

Znajomi , którzy na stałe mieszkają w USA zgodnie twierdzą, że poprostu źle trafiliśmy i błędem jest przekraczanie małych przejść granicznych na których pracują urzędnicy ,,niższej rangi” próbujący się wybić na wyższe stanowiska. Przez to szukają dziury w całym co ma im dać szansę na awans. Coś w tym jest…

Oczywiście  urzędnik ma pełne prawo do ,,prześwietlenia nas od góry do dołu” podczas wjazdu na teren USA , a posiadanie wizy turytycznej nie gwarantuje wjazdu do USA. Kazdorazowo pozwolenie na wjazd wydaje urzednik imigracyjny służb CBP (Customs and Border Protection), który okresla również czas dozwolonego pobytu w USA.

No cóż…miejmy nadzieję, że następnym razme obejdzie się bez niepotrzebnego stresu 🙂

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ!
Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży.
W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. majchers napisał(a):

    Rejon Pincher Creek jest znany z silnych wiatrów w Kanadzie. Tam wszyscy chodzą pochyleni – wieje, czy nie wieje, po prostu z urodzenia. A drzewa rosną też pod kątem. 🙂 🙂 🙂
    Co do strażników granicznych – czy to nie jest zadziwiające, że na większości przejść granicznych, obojętnie lądowych czy lotniskowych, obsługę stanowią ludzie ‚nadwyrężeni’ psychicznie delikatnie mówiąc. Niedowartościowani, niekumaci, kwadraty z dołów drabiny… Smutne i straszne jednocześnie.
    No cóż, samo życie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *