Kowboje, rodeo i … zorza polarna! 

Ostatnie dni spędzone w  kanadyskich Parkach Narodowych Jasper i Banff dały nam ostro w kość, pod każdym względem,  głównie fizycznym. Musimy odpocząć… jesteśmy zmęczeni wczesnym wstawaniem (głównie żeby uniknąć tłumów na drodze i rozkoszować się pięknymi krajobrazami w spokoju i ciszy), ciągłymi podjazdami i wysokimi temeraturami… Jak narazie nacieszylismy się górami i widoczkami na  najbliższy czas i jedyne o czym narazie marzymy to o solidnym wypoczynku. I tu na naszej drodze pojawia się Staszek – rowerzysta, który zjechał Kanade w poprzek i Australie dookoła. Gdy byliśmy jeszcze w Ameryce Południowej, zapraszał nas do siebie, lecz wtedy w życiu byśmy się nie spodziewali, że 1,5 roku później zawitamy w jego skromne progi w Calgary! 

Chęć jak najszybszego dotarcia domu Staszka jest tak wielka, że 30km za Banff w miejscowości Canmore  ,,przypadkowo”  łapiemy podwózkę. Młoda para Kanadyjczyków jedzie starą, wręcz zabytkową Toyotą do Toronto właśnie przez Calgary! Nasze rowery lądują na pace, a my ładujemy swoje 4 leniwe litery na tylne siedzenie, które w większości jest już zajęte przez wielkiego psa terriera 🙂 i tak w ciągu godzinki prujemy autostrada w rytmach muzyki country, która wyje z ogromnych głośników tak głośno, że kierowcy innych aut uśmiechają się do nas trochę z politowaniem 🙂 


 Calgary to pierwsze tak duże miasto od ponad 2 miesięcy. Nagle w ciągu dosłownie chwili góry ustępują betonowemu  ,,mrowisku” domków i wieżowców. Staszek wraz z Szibą  (14 letnim kotem) witają nas radośnie i ciepło w domu. Początkowo mieliśmy zostać na dzien/dwa , ale okazało się że tydzień to mało. Ach… Błogie lenistwo, odpoczynek, zabawy z kotem i rozmowy do późna wieczór przy winie ubarwione opowieściami z naszych wypraw rowerowych. 

Dodatkową atrakcją jest trwający w Calgary Stampede – największą impreza kowbojska na świecie  ( podobno). W specjalnym miejscu w mieście odbywają  się wyścigi konne, rodeo ,dookoła rozbrzemiewa skoczna muzyka country, a na ulicach paradują kowboje. Normalnie kanadyjski dziki zachód!

Ale to nie koniec atrakcjii! Pewnego wieczoru spełnia się kolejne moje marzenie! Niebo zaczyna świecić wszystkimi kolorami teczy, a zielone świetlne słupy pną się po sam zenit! To zorza polarna! Marcin widział wcześniej wielokrotnie to zjawisko, więc wiedział czego się spodziewać,  ja tym czasem stałam wryta z zadartą głową podziwiając ten wspaniały spektakl kolorów do 4 nad ranem. 

Po tygodniu lenistwa, 2kg więcej na wadze i ze łezką w oku żegnamy Staszka i Calgary, kierując się na południe do przejścia granicznego z USA. Trudno jest nam tak poprostu opuścić Kanade, do której się bardzo przyzwyczailiśmy, więc zbaczamy z głównej drogi w busz na mało znaczącą szutrową drogę. 

wyjazd z Calgary i dym z palacych sie lasow w Kanadzie

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

1 Odpowiedź

  1. majchers napisał(a):

    Było miło Was gościć. Dozo! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *