Mount Robson- najwyższy szczyt w kanadyjskiej części Gór Skalistych

Mount Robson najwyższy szczyt w kanadyjskiej części Gór Skalistych sięgający 3954 m n.p.m. Znajduje się w całości w Regionalnym Parku Góry Robson w Kolumbii Brytyjskiej i jest częścią Parku Narodowego Jasper. Wokół góry prowadzi przepiękna trasa nad jezioro Berg Lake, wiodąca wzdłuż doliny Tysiąca Wodospadów (Valley of a Thousand Falls), zresztą jedna  z wielu spektakularnych tras w tym rejonie gór . Postanawiamy więc trochę pochodzić I odstawić rowery na jeden dzień przymusowego urlopu 🙂

​W ostatniej większym mieście na naszej drodze Prince George robimy solidne zakupy na kolejne dni i wjeżdżamy na malowniczą drogę nr.16 ktora początkowo  nie zachwyca… 300km  tzw.tranzytowej drogi prowadzącej głównie lasami, polami uprawnymi I masą tirów pędzących w pogoni za kolejnym towarem to transportu.

Ale na szczęście miejsc pod namiot nie brakuje. Co rusz droga przecina rzeki i jeziora, które aż proszą się o rozbicie namiotu. Jednak w takich miejscach ciszę i spokój zakłócają miliony komarów! Głównie nad ranem i wieczorem  doprowadzają swoim brzęczeniem do szału!

W tym roku Kanada obchodzi 150 rocznicę założenia kraju. W związku z tym w ramach prezentu dla turystów wstęp do wszystkich  parków narodowych  jest gratis 🙂 niestety jest też druga strona medalu… oprócz tego,  że właśnie zaczął się z tej okazji długi weekend , trwają także wakacje przez co zajazdy dla camperów, miejsca do odpoczynku są wręcz zawalone turystami i miejscowymi Kanadyjczykami, którzy urządzają sobie parodniowe barbecue grilujac od rana do wieczora.

Pogoda nie zachwyca, w ciągu dnia często przechodzą burze, a niebo zawalone jest chmurami… jesteśmy nieco zniesmaczeni…nie chcielibyśmy wjechać do tak pięknego rejonu Kanady i oglądać chmury. W małej miejscowości Mc Bridge kupujemy parę smakołyków i sprawdzamy prognozę pogody na najbliższe dni. Szczęki nam opadają, gdy dowiadujemy się, że czeka nas słoneczny i upalny tydzień! Kolejnego dnia wjeżdżamy w objęcia Provincial Park Mount Robson docierając do bazy wypadowej na najwyższą górę kanadyjskich gór Skalistych.

Dość gładko idzie nam pokonanie dzisiejszej dniówki w czym pomaga nam silny wiatr w plecy i o dziwo brak większych podjazdów -oprócz końcowej serpentyny. Podczas podjazdu na poboczu zatrzymuje się eleganckie auto z którego pewnym krokiem  zmierza w naszym kierunku młody uśmiechnięty chłopak z dwoma zimnym napojami 🙂 Kanadyjczycy zaskakują nas codziennie swoim pozytywnym stylem bycia, nie wspominając o podarunkach, które codziennie od nich bezinteresownie otrzymujemy 🙂

Zadowoleni wjeżdżamy na szczyt skąd rozpościera się niesamowity widok na Mt. Robson.  Sama góra i wręcz pionowa ściana skał robi  wrażenie,  mimo że szczyt schowany jest w chmurach.

Jest późne popoudnie, a na miejscu czeka na nas niemiłe rozczarowanie. Wszystkie miejsca na campingach FULL! Normalnie nie sypiamy na płatnych campingach, tym bardziej ze darmowego miejsca pod namiot w Kanadzie nie brakuje , ale przyjechaliśmy w to miejsce z myślą treningu po okolicznych trasach i musimy gdzieś bezpiecznie zostawić nasze rzeczy.  Okazuje się, że w sezonie wakacyjnym miejscówki trzeba rezerwować online minimum 2 dni wcześniej! Ale w informacji turystycznej dowiadujemy się, że dla  takich turystów jak my ( podróżujących chwilą ) są specjalne miejsca bez rezerwacji – kto pierwszy ten lepszy. Zatrzymujemy się więc na River Campground, gdzie nr.7 i 19 są faktycznie wolne 🙂 Po wieczornej wizycie strażnika, płacimy 28$ za nocleg i idziemy spać bo na drugi dzień czeka nas spacerek 🙂
Rano/w nocy pobudka o koszmarnej godzinie 3.30! Jest zimno jak w lodówce! Jemy więc szybkie śniadanko, zapijamy gorącą kawą, zabieramy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszamy rowerami trochę pochodzić. Po drodze  na campingowych uliczkach drogę przecina nam czarny niedźwiedź 🙂 zajęty pałaszowaniem jakiś  śmietnikowych smakołyków spogląda tylko na nas od niechcenia .


Dzisiaj Mount Robson  już od wczesnego świtu ukazuje nam całą swoją potęgę. Naszym celem jest dotarcie do Berg Lake, polodowcowego jeziora do którego prowadzi 21km  szlak. Provincial Park Mt Robson jest na tyle przyjazny rowerzystom, że część trasy (7km) można pokonać rowerem zostawiając go później nad Kinney Lake  w specjalnym miejscu. Cóż tu dużo pisać magia leśnej drogi o poranku jest niesamowicie magiczna, panuje przyjemny chłód, a wszechobecną ciszę przerywają tylko budzące się zwierzęta wydając często niepokojące dźwięki, a turkus jeziora Kinley Lake jest przepiękny!

Do Berg Lake, od miejsca gdzie zostawiamy rowery mamy  14 km pięknej i malowniczej drogi początkowo soczyście zieloną doliną z płynącymi turkusowymi rzeczkami , wodospadami White Falls i Emperior Falls. Dróżka pnie się coraz bardziej w górę, skąd rozciąga się widok na ośnieżone szczyty okolicznych gór. Aż wreszcie po kilku kilometrach stromej kamienistej ścieżynki docieramy do serca parku, przed nami jak na wyciągnięcie ręki zapierający dech widok na lodowce Mist Glaciar i Berg Glaciar, który spływa do turkusowo-mlecznego jeziora Berg Lake. Oczywiście przez całą drogę towarzyszy pełen okazałości szczyt Mount Robson, dookoła którego non stop latają wycieczkowe helikoptery  dla turystów które serwują 20 minutowe wycieczki za mniej więcej 300$/os.


Robi sie coraz bardziej gorąco, jemy drugie śniadanie na jednym z bazy campingowej popijając zimną wodą z lodowca i wracamy z powrotem. Jak sie okazuje, zejście sprawia nam więcej problemów niż podejście. Ostatnie kilometry wręcz ciągnę za sobą, nieprzyzwyczajone do tak intensywnego chodzenia nogi. Na szczęście na dole czekają na nas nasze rowery i ostatnie 7km suniemy w dół, aż do samego campingu.
Trekking do Jeziora Berg  zajął nam około 10 godzin, dość intensywnych godzin , bo nie powiem, ale tempo marszu było zabójcze.  Dla osób z dobrą kondycją można trasę zrobić bez problemu w jeden dzień, ale zdecydowanie polecałabym trekking połączony z  noclegiem nad jeziorem  m.in dla wspaniałego wschodu słońca z widokiem z Mt. Robson ( tylko wcześniej należy zarezerwować sobie miejsce online  – cena 10$ za namiot). Tego samego dnia planowaliśmy pojechać dalej, ale nasze mięśnie odmawiają posłuszeństwa i całe popołudnie zostajemy na campingu bujając sie w najlepsze w hamakach, ograniczając chodzenie do minimum 🙂

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *