Brazylijskie piekiełko

 

Z Brazylia mamy do czynienia po raz drugi.  pierwszy raz w tym kraju byliśmy w okolicach Wodospadów Iguazu około rok temu.  przejazd przez tamte rejony zajął nam ok. 10km, żeby dostać się z Argentyny i do Paragwaju trzeba było przejechać tranzytowy odcinek Brazylii.  Ale pieczątką w paszporcie jest więc kraj zaliczony :-). Po raz drugi już nieco więcej liznęliśmy ten ogromny kraj i po dotarciu Amazonką do Manaus kierowaliśmy się na północ do Wenezueli.

image

 

Się dzieje …

Na dzień dobry pierwszego dnia podczas wyjeżdżania z miasta Manaus mijają nas pędzące policyjne motocykle na sygnałach… szybko na własne oczy możemy się przekonać dlaczego było im tak śpieszno.  Na chodniku leży zakrwawione ciało mężczyzny…  nie żyje… nie ma obrażeń po pobiciu,   nie ma także żadnego pojazdu potwierdzającego ze miał wypadek.  Parę kilometrów dalej podczas rozmowy z jednym policjantem okazuje się, że dostał kulkę… jakieś porachunki między gangami.  Ech wizyta w Brazylii zapowiada się bardzo ciekawie..

Piekiełko

Myśleliśmy ze już nic nie pobije  pod względem piekielności Paragwajskiego Chacko.  1000km kraina bieżącą przez centrum Paragwaju która dookoła otaczała ogromną przestrzeń porośnięta wysuszonymi krzakami i krzewami, nie byłoby w tym nic strasznego gdyby nie temperatury dochodzące do 50*c i miejscowości oddalone od siebie o 100km. Oazy w których można było nabrać wodę i ochłonąć.  A jednak po dotarciu do północnej części Brazylii,  Chacko spadło na drugie miejsce.  Oczywiście  spodziewaliśmy się ze słoneczko będzie nam przygrzewać, przecież to centrum Amazońskiej dżungli wiec musi być gorąco i wilgotno. Ale ukształtowanie terenu w takich warunkach dało nam ostro popalić.  Przypomnieliśmy sobie od razu Azjatyckie  „olejówy”  czyli miejsca porośnięte palmami z których owoców produkowało się olej palmowy, a  także region Argentyny Misiones.   Najgorsze z możliwych podjazdów które dla sakwiarza są koszmarem., a w północnej  Brazylii ten koszmar ciągnie się setki kilometrów.  Góra,  dół,  góra,  dół i tak cały dzień,  tydzień…  każdy myśli pewnie  „jak się rowerem rozpędzi to pojedzie pod następną górkę”  ale niestety nachylenie tych górek było bardzo duże.. Rozpędzaliśmy się bardzo szybko,  ale zwalnialiśmy jeszcze szybciej,  ciężkie rowery szybko zaczynały ciągnąć nas do tyłu…  i tak w 48*C z piekącym słońcem z każdej strony trzeba było sprostać podjazdowi i tak do następnego.  Na szczęście raz po raz trafiały się strumyki z chłodna wodą i rzeczki …  ach wspaniałe uczucie no i świadomość, że kąpiemy się w pierwszej przypadkowej rzeczce w centrum Amazonii i żyjemy. A pod wodą podgryzają nas małe rybki,  normalnie SPA z hydromasażem 🙂

 

image

image

image

image

image

image

Chłodzenie

Na szczęście skutecznie chłodzili nas mieszkańcy…  Brazylijczycy w rejonie Amazonii są zimni jak lód.  Już na brazylijskim statku statku do Manaus zauważyłam od razu różnice między brazylijskimi, a peruwiańskimi,  którymi dotychczas się przemieszczaliśmy  i nie chodzi o poziom standardu,  a o ludzi.  W Peru każdy chciał pogadać,  dowiedzieć się czegoś o nas,  codziennie nawiązywaliśmy jakieś nowe znajomości,  piliśmy razem lokalne trunki…. a na statku Brazylijskim cisza…  każdy wlepiony w telefon,  tablet i inne urządzenie elektroniczne.  na palcach jednej ręki mogę policzyć ilość osób które w czasie rejsu zagadały pierwsze i wykazały chęć dłuższej rozmowy.  Tak samo na lądzie. Gdy jechaliśmy rowerami czuliśmy się jak niewidziane zjawy.  ludzie nie zwracali na nas uwagi,  odwracali wzrok,  znikły uśmiechy,  pozdrowienia.  A gdy sami wychodziliśmy z inicjatywą rozmowy,  ta kończyła się bardzo szybko.  Nawet dzieci zaczepione lub zachęcone jakimś smakołykiem zabierały go łapczywie i bez słowa spuszczały wzrok jakby zaraz miały się rozpłakać. Co za ludzie!!  Problemy zaczęły się także z noclegami.  Pierwszy raz odmówiono nam rozbicia namiotu na terenie prywatnym,  tym bardziej ze pomału robiło się ciemno,  a dookoła oprócz dżungli żadnych innych domów.  Kobieta błądząc wzrokiem dookoła powiedziała po prostu NIE.  Ale szczytem szczytów wykazała się policja w mieście Boa Vista. Była już grubo godzina 17 gdy dojechaliśmy na obrzeża miasta.  Dla bezpieczeństwa nie wjeżdżaliśmy do miasta tylko postanowiliśmy standardowo uderzyć do malutkiego komisariatu by na ich terenie rozbić namiot.  Zawsze  w każdym kraju przygarniano nas ciepło,  a w Brazylii…  pan mundurowy stwierdził,  że na terenie komisariatu jest niebezpiecznie,  że dużo banditos!! Stanęłam zdębiała i nie wiedziałam czy się śmiać,  płakać czy wkur… Wybrałam opcję numer 3 i na jego nieszczęście facet znał hiszpański…  a komendant komisariatu odesłał nas do centrum gdzie jest hotel.

Pewnego dnia jechaliśmy znużeni upałem.  Za parę kilometrów miała być miejscowość,,  Reserva.. coś tam” Po drodze mijamy komisariat policji uzupełniając wodę.  Na szczęście zimna woda w baniakach dostępna jest w każdym domu i instytucji publicznej.  Policjant niezbyt chętny do rozmowy zapytany o MIASTO potwierdził pokazując trzy palce – 3km.  Super,  marzy nam się zimna Coca Cola.  Po krótkim czasie mijamy jakaś bramkę,  otwarta,  nikogo  nie ma więc przejeżdżamy.  Nagle dobiegają do nas jakieś krzyki i paru gówniarzy biegnie za nami krzycząc coś po portugalsku.  Pewnie chcą wydębić  pieniądze za jakiś pseudo przejazd,  wiec nie robimy sobie nic z tego,  przed oczami mamy tylko zimna Colę.  Ale miasta jak nie było, tak  nie ma…. a za to wyrasta duża tablica,,  witamy w Rezerwacie Amazonii ”  I wszystko się wyjaśniło.  Wjechaliśmy właśnie w 300 kilometrowy odcinek rezerwatu,  gdzie oprócz prostej jak drut drogi nie ma nic…. nie jesteśmy przygotowani na taką przeprawę,  wiec wracamy do policjantów.  I dowiadujemy się nowego newsa…  żeby przejechać ten odcinek trzeba mieć pozwolenie,  dlatego wszystkie ciężarówki i auta zatrzymują się  w tym miejscu.  Na nasze szczęście pracuje tam facet który zna angielski i razem ze swoją narzeczoną biorą nas pod swoje skrzydła.  Nocujemy w wygodnym budynku,  a na drugi dzień po pysznym śniadaniu łapią nam stopa do Boa Vista,  miasta położonego 500km dalej.

image

image

image

image

Droga

W Brazylii kierowców idiotów nie brakuje. W żadnym kraju nie czuliśmy się tak niebezpiecznie na drodze jak tu. Nie ważne czy to motorek, osobówka czy wielki tir… nikt nas po prostu nie widział. auta wyprzedzając dosłownie muskały nasze torby, a powiew wiatru od tira wrzucał nas z drogi. Pomógł dopiero dwu metrowy patyk zamontowany poziomo z zawieszoną na końcu flagą i kamizelką odblaskową co zmuszało kierowców do utrzymywania rezerwy podczas wyprzedzania.

image

Naprawdę, po 12dniach z ulgą opuszczamy kraj zadufanych w sobie gburów i tuż za przejściem granicznym z Wenezuela znów widziany uśmiech na twarzy mieszkańców.
Jak dobrze!!

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *