Higiena w podróży , czyli jak nie zostać rowerowym trolem :)

Gdy rozmawiamy z ludźmi na temat naszej podróży oprócz standardowego zestawu  pytań, często pada pytanie o higienę. Głównie kobiety nie wyobrażają sobie jak można żyć bez codziennego prysznica, całej szafy kosmetyków i innych pachnących wynalazków, które sprawiają, że płeć piękna jest jeszcze piękniejsza.

Nie ma co owijać w bawełnę w podróży nie jest lekko. Lubię pachnieć ( jak każdy! ),  lecz w tym przypadku  nie ma możliwości, ani sensu targania  ze sobą masy różnych specyfików, serum ujędrniajacego, peelengu z alg morskich czy maseczek wygładzających.  Zamiast tira kosmetyków wystarcza  malutka buteleczka szamponu, najzwyklejszego żelu do mycia ciała,  kremu nawilżającego i trochę wody 🙂

W czasie całej dotychczasowej wyprawy na palcach mogę policzyć dni kiedy totalnie brudni, klejący od potu i umorusani smarem kładliśmy się spać, ale także dni kiedy mieliśmy dostęp do ciepłego (albo w gorących krajach – zimnego) prysznica i czyściuccy z pachnącym balsamem wmasowanym w całe ciało kładliśmy się do miękkiego wyrka. Zazwyczaj jesteśmy średnio brudni albo średnio czyści 🙂

PRZYGOTOWANIA VS RZECZYWISTOŚĆ

Pamiętam, że szykując się do wyjazdu długo wertowałam poradniki, starałam się dowiedzieć w jaki sposób na dłużej zachować świeżość w podróżny, zabierając ze sobą masę produktów w wersji mini. Oprócz tego spakowałam też dwa słoiczki kremu nawilżającego, peeling, lekki puder, jeden cień do powiek i trzy kolorowe lakiery do paznokci. Myślałam sobie: raz na jakiś czas, gdy będziemy w mieście, na pewno najdzie mnie ochota, by trochę się umalować by poczuć się jak kobieta.

Ahaaa….jaaasne…  Kosmetyków do makijażu nie użyłam ani razu, a lakier niezbyt ładnie komponował się z brudnymi, połamanymi paznokciami 🙂 po kilkuset kilometrach większość z tych rzeczy wylądowała w kosmetyczkach spotkanych ludzi ustępując miejscu innym specyfikom, które okazały się bardziej przydatne np. Sudocream na obtarte hmmm…pośladki i zasypka w pudrze 🙂

DSC01510 - Kopia

10751859_1058862170806570_1354445211_n

BRUDNE POCZĄTKI…

Podróżujemy  niskobudżetowo. W hostelach czy hotelach śpimy raz po raz , głównie w tych tańszych krajach, a większość nocy spędzamy jednak pod namiotem. To oznacza, że z myciem i praniem musimy się nieco nakombinować.

Pamiętam pierwszy dzień, gdy wylądowaliśmy w Bangkoku i wyszliśmy poza teren  klimatyzowanego lotniska. Nasze ciała w ciągu paru sekund oblało wiadro potu. Wysoka wilgotność połączona z upałem i wszechobecnym kurzem sprawiła, że nasze ciała po całodniowym pedałowaniu były jak lepy na muchy. I jak teraz w takim stanie położyć się spać? Niestety pierwszą noc na wyprawie przyszło nam spać pod namiotem, z którym ukryliśmy się daleko poza jakąkolwiek cywilizacją. Brudni, śmierdzący, w namiocie sauna od panującej na zewnątrz duchoty, a my mamy resztkę wody na poranną kawę … Spoceni do granic możliwości spliśmy niezbyt komfortowo. Każdy kraj , każdy kontynenyt ma swoją receptę na podróżowanie niskobudżetowe i oczywiście piewsze dni w nowym miejscu trzeba niezaradnie przetrwać by nauczyć się odpowiednich ,,technik kombinowania”.

 

WŚRÓD LUDZI

Gościnność ludzi spotkanych na drodze często przerasta nas samych. Mieszkańcy, tym bardziej krajów azjatyckich, gdyby mogli, zagłaskaliby nas na śmierć, a latynosi zagadali do bialego rana. Mimo wszystko lubimy spędzać  czas wśród lokalnej ludności.  Często, po ustaleniu z właścicielem wbijamy się na prywatne ogródka z namiotem co jest bardzo komfortowe. Mamy nieograniczony dostęp wody, łazienki i prysznica. Lecz w takich miejscach cały czas trzeba mieć się na baczności, ponieważ oczy lokalnych  śledzą każdy nasz ruch. Nie ma mowy o paradowaniu w samych majtkach po ogrodze, lub zmiana ubrania ot tak. O dyskretnej kąpieli nie wspomnę.

Na kontynencie, gdzie przeważa religia buddyjska warto rozbijać namiot na terenie świątyń buddyjskich, gdzie zawsze znajdzie się kawałek miejsce dla zagubionych turystów. Oprócz prowizorycznego daszku jest także pomieszczenie, które służy za łazienkę, a bania z wodą deszczową i miseczka w zupełności wystarczają żeby się umyć.

W wielu azjatyckich miejscowościach taki kran na środku wioski to narmalka.  Służy on wszytskim mieszkańcom za jedyne źródło wody i jednocześnie zbiorowy prysznic. Najpierw kąpią się mężczyźni ubrani w same gatki, a później kobiety zawinięte jedynie w długie obszene chusty osłaniające ciała. Nie miałam takiej chusty, więc założyłam luźny t-shirt i spodenki. Na szczęście podczas wspólnej kąpieli z innymi kobietami, jedna z nich przyszła mi z pomocą przynosząc swoją chustę, którą mogłam się szczelnie owinąć i ku niezadowoleniu wielu gapiów, zachwyconych widokiem kąpiącej się białej kobiety, umyć się dokładnie 🙂

 

RZEKI, STRUMIENIE, JEZIORA…

Mimo wszystko w podróży najczęściej korzystamy z dobrodziejstw, które daje nam natura i  jej naturalne zbiorniki wodne. Jadąc rowerem przez Patagonię, Alaskę lub górskie regiony Ameryki Południowej co rusz drogę przecinają krystalicznie czyste strumienie górskie lub rzeki. Idealne miejsca na odpoczynek, schłodzenie się w zimnych wodach płynących z górskich lodowców i szybką przepierkę 🙂 A co najważniejsze,  poza ciekawskimi spojrzeniami ludzi (chyba:) )  Głęboko w górach lub gdzieś w krzaczorach nie ma co bawić się w ubieranie stroju kąpielowego 🙂   Należy pamietać jednak, że wiele górskich rzek służy miejsowym ludziom jako źródło wody pitnej, dlatego mydlenie ciała lub mycie włosów w bierzącej wodzie strumienia jest jak najbardziej nie na miejscu.

MIEJSCÓWKI POD NAMIOT, WANNA GRATIS 🙂

Namiot nasz dom!  Planując nocleg pod namiotem najpierw szukamy na mapie miejsc w których przepływa rzeka lub znajduje się jakieś jezioro. Są to miejsca idealne na nocleg z ogromną wanną na wyciągnięcie ręki! Nie powiem, że kąpiel w wodzie, która spływa z ośnieżonych szczytów albo lodowca należy do przyjemności, ale później chwila założenia na czyste ciało w miarę czystych ciuchów i wsunięcie się w ciepły śpiwór jest bezcenna.

DSC00570 - Kopia

W tym oczku wodnym z tyłu wieczorem pluskaliśmy się w najlepsze 🙂

 

POMOCNE PROGRAMY

W Australii  bardzo przydatnym programem jest Wicki Camp . dzięki kóremu bez problemu znajdziemy miejscówki w których za darmo można się wykąpać i trochę ogranąć. W większych miejscowościach głównie w parkach stoi prysznic oraz wc. Także z uzupełnianiem wody nie ma problemów, ,,siurki”  z czystą filtrowaną wodą są wszędzie.

W Kanadzie, Alasce i USA znakomicie sprawdza się program IOwerlander z zaznaczonymi campingami, cenami, opiniami, miejscówkami do campingowania na dziko, darmowymi prysznicami ( często także z kodami do campigowych pryszniców 🙂 ) i innymi danymi, które niskobudżetowcowi napewno się przydadzą 🙂

TURYSTYCZNY GADŻET

Na rynku podróżniczych gadżetów jest co niemiara.  Z czasem jednak, podczas wyprawy nie wszytskie zdają egzamin i  tylko zajmują cenne miejsce w sakwie. Ale jest jeden gadżet bez którego nigdzie się nie ruszamy. To prysznic turystyczny, który sprawdza się w wielu sytuacjach.  O ile do umycia zębów i twarzy wystarczy nam woda w butelce, umycie reszty ciała tym samym sposobem może być nie lada wyzwaniem. Szybka kąpiel, przepierka, umycie naczyń oraz jako zbiornik do transportowania wody, w takich i wielu innych sytuacjach sprawdza sie ten niepozorny gadżet. Cały worek bez problemu starcza na dokładną kąpiel dla dwóch osób. Worek jest wykonany w czarnym kolorze tak, by wchłaniał ciepło promieniowania słonecznego i wystarczy wystawić go na kilka godzin na słońce by w normalny słoneczny dzień, woda zrobi się przyjemnie ciepła.

 

Jednak nie zawsze jest pięknie. Są takie miejsca, że ten drogocenny płyn jest na  na wagę złota.  Kilkaset kilometrów Argentyńskiej pampy, na której „nie ma niczego”, kilkaset kilometrów zabójczego Chaco w Paragwaju gdzie w godzina 11-17 lepiej nie wychodzić na słońce bo temperatury dobijają do 50-tej kreski… i wiele wiele innych miejsc w których woda służy tylko do tego, aby nie umrzeć z pragnienia.  W takich momentach w zachowaniu minimum higieny i czystości należy sięgnąć po niezastąpione mokre chusteczki. To one muszą na jakiś czas zastąpić nam kąpiel i uczucie odrobiny świerzości. Wiadomo, żeby wyczyścić całe ciało potrzeba kilka opakowań , dlatego zazwyczaj ograniczamy się do ,,umycia” tylko  wiadomych części ciała 🙂   W podróży  trzeba to zaakceptować. Przyzwyczaić się, że nie zawsze ciało pachnie jak róża czy konwalia i bez pewnego poziomu akceptacji, tego typu podróż byłaby udręką.

Największym wyzwaniem pod względem zachowania czystości był Park Narodowy Eduardo Avaroa w Boliwii. 200km pustyni bez żadnej cywilizacjii, bez sklepów, bez rzek, bez kranów z wodą. Tylko piach, kamienie, kurz, wiatr i upał! przebycie tych 200km zajęło nam 10 niesamowicie trudnych fizycznie i pscyhicznie dni! Zabrana przez nas woda i zapas jedzenia musiał nam wystarczyć.

Człowiek w takich miejscach liczy się z każdą kroplą wody. Na szczęście w połowie drogi pośród pustyni znajduje się mały hotel w którym można uzupełnić wodę do picia. Ale co z myciem się?? 10 dni bez prysznica?? no tak 🙂 mokre husteczki i raz po raz minimalna ilość pody do obmycia spieczonej od słońca twarzy musiała wystarczyć. Pod koniec przeprawy przez owy Park Narodowy , pełen niesamowitych cudów natury doczłapaliśmy się do jedej z wielu atrakcji, GORĄCYCH ŹRÓDEŁ!! możliwość wymoczenia brudnej warstwy brudu ze skóry była bezcennym darem! Siedzieliśmy w tej niecce gorącej wody dobrych kilka godzin po uszy podziwiając wschód słońca i ciesząc się chwilą. Największym wyzwaniem  było jednak wyjście… woda oscylowała w granicach 40*C, a wokół temperatura powietrza spadła lekko do -5*C 🙂

Więcej o Parku Narodowym Eduardo Avaroa można przeczytać TU

Ale jedno jest pewne,szczęście kiedy po paru dniach spartańskich warunków człowiek zobaczy strumyk jest bezcenne.

HOTELE/HOSTELE

Raz po raz będąc w większej miejscowości lub gdy nasz poziom brudu sięga zenitu fundujemy sobie miejscówkę w jakiejś taniej przystani. Można się spokojnie wsypać bez konieczości zrywania się i zwijania całego majdanu, umycia się porządnie w ciepłej wodzie i wyprania ciuchów.  Jako, że podróżujemy niskobudżetowo, szukamy miejscówek z dolnej półki cenowej, które nieraz pozostawiają wiele do życzenia. Azjatyckie toalety oraz ich standard w żadnej kwestii nie przypominają naszych europejskich. WC to po prostu dziura w ziemi do której trzeba przyjąć pozycje ,,na narciarza”, a za papier toaletowy służy miseczka lub wąż z wodą, który świetnie nadaje się także jako prysznic 🙂 Powiem szczerze, że w wielu przypadkach wolałabym nocleg w namiocie niż tanim azjatyckim lub latynoamerykańskim hostelu

Bardzo popularne latynoamerykańskie prysznice podgrzewajace wodę poprzez podłączenie poskręcanych kabelków pod 220V  😀

PRANIE

Żadko kiedy nadarzy się okazja by ciuchy wrzucić do pralki. Z jej dobrodziejstwa korzystamy zazwyczaj jak zawitamy do większego miasta z dostępem do ogólnodostęonych pralni (głównie w USA)  lub uprzejmości hostów z  Warmschower’s . Na codzień pierzemy ubrania ręcznie w wodzie z rzeki lub na stacjach benzynowych w zlewach 🙂 Dodatkowym sposobem na wypranie ubrań jest zrbienie z toreb rowerowych mini pralki. Torby Crosso są w 100% wodoszczelne, więc wystarczy wlać wodę, wsypać proszek do prania i pralka a’la Frania gotowa 🙂 Później rozwiesić ciuchy na gumach między drzewami lub zamontować na bagażniku – wyschną w trasie 🙂  Nie polecam suszenia ubrań nad ogniskiem … spaliłam takim sposobem 2 pary majtek 🙂

DSC01545 - Kopia

Na początku brak prysznica czy uczucie ,,bycia brudnym” jest uciążliwe. Lecz po czasie staje się to dodatkiem do podróży i sprawą drugorzędną. Nieogolone nogi, czy brak wydepilowanych brwi to mało znaczące bzdury, którymi nawet nie zaprzątam sobie głowy.  W podróży myjemy się tym, co akurat wpadnie w ręce, wymieszane szampony różnych marek, płyn do mycia rąk zamiast żelu do ciała i zwykły najtańszy krem do twarzy. Mimo takich kosmetycznych mieszanek  wybuchowych nigdy nie miałam problemów z wypadającymi lub suchymi  włosami, pryszczami na twarzy, wągrami i innymi problemami wszchobecnymi w krajach ,,cywilizowanych”. Gdy pojawiliśmy się z wizytą w Polsce, zaczęłam smarować się różnymi mazidłami, a na włosy nakładać odżywiki, olejki etc zaczęły się problemy.  Jaki z tego morał? Częste mycie skraca życie 🙂

Lecz nie należy również przesadzić w drugą stronę. Wielokrotnie spotykaliśmy na trasie rowerzystów i backbakerów podróżujących w takim samym stylu jak my. Lecz w przeciwieństwie do nas capiało od nich na kilometr, a niektórzy wyraźnie się zaniedbali….

DSC02490 - Kopia

 


 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Michał Różalski napisał(a):

    Czesc, dzieki za rady, dopiero się wkręcam w wasz blog ale jest super, dzieki za to że się dzielicie doświadczeniem.
    pozdrawiam

  2. Jolanta napisał(a):

    Trzeba chcieć, by móc, tak trzymaj Daria

  3. Asia napisał(a):

    No! W końcu ktoś to porządnie opisał 😀 Ale rzeczywiście, jakby tak się zastanowić, to najczęstszym pytaniem od kobiet jakie dostajemy jest: „a gdzie wy się myjecie? 😀 I w sumie nigdy nie wiem co odpowiadać. Że co, że stopy umyje sobie w fontannie? Albo że pachy na stacji benzynowej? Albo, że na plaży pod prysznicami? 😀 A kąpiel w strumyku/jeziorze po kilku dniach bezprysznicowych jest najlepszym uczuciem pod słońcem! 😀 Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *