Ile się trzeba namęczyć, żeby odpocząć…

Niektórzy zapewne myślą sobie : ,, łeee ci to maja dobrze, ciepło, grzeją tyłki na rajskich plażach, nic nie robią…”. Po części trochę prawda, ale żeby na takie coś zasłużyć trzeba najpierw się trochę napracować, czyli nabić trochę setek na liczniku. Po rzuceniu okiem na dwa największe kurorty w Tajlandii czyli Phuket i Krabi  postanowiliśmy pojechać w mniej turystyczne  miejsce czyli wyspę Ko Lanta tym bardziej, ze na samym końcu wyspy było pole namiotowe położone w samym centrum Parku Narodowego

Śpiąc po drodze w dwóch świetlicach szkolnych i na plaży dojechaliśmy do przepraw promowych, które dostarczyły nas na wyspę (70bth za dwie osoby i rowery-taniocha).  Na samo południe wyspy mieliśmy tylko 25km, zahaczając po drodze o 7eleven i większe turystyczne miasteczko robiąc zakupy pojechaliśmy spokojnie dalej.

DSC04643.JPGDSC04640.JPG

Niestety…to co nas spotkało po drodze przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Niekończące się podjazdy sięgające nachyleniu 19% (nie żartuję), godzina 13 i ok. 40*C, oraz ciężkie rowery wylały z nas wiadra potu. Przejazd tych 25km zajęło nam 4-5godz harówki!!

dsc04648

Gdy doczłapaliśmy sie resztkami sil na miejsce ujrzeliśmy piękne miejsce, cudna rajska plaże i obok pole kempingowe i trawniczek na namiot. Super!! W myślach miałam tylko kąpiel i zasłużony odpoczynek.

DSC04650.JPG

Nagle przyszła do nas dziewczyna z recepcji. Parę pytań co, gdzie, jak…gdy usłyszała, ze mamy zamiar tu nocować, złapała za telefon. Z doświadczenia wiemy, ze nie wróży to nic dobrego. ,,sorry, ale nie możecie tu dziś spać ponieważ organizowane jest tu party. Zapraszamy jutro…” Oniemiałam, zdębiałam i nie dowierzałam. Ze co? Mamy wracać? Początkowo staraliśmy sie znaleźć jakieś rozwiązanie np. rozbić namiot gdzieś z boku, żeby nie przeszkadzać…wszystko byle nie wracać dziś rowerami!! To nie jest skuterek, ze doda sie gazu i w ciągu paru sekund będzie sie na górce. Zawzięliśmy sie i stwierdziliśmy, ze nigdzie nie jedziemy chyba, ze załatwią dla nas transport 🙂 po telefonach i wizytacji paru osób znalazło sie auto , które odwiozło nas do tego miasteczka turystycznego, jakies 15km. Kierowca byl tak samo niezadowolony jak my. Szkoda na było tego spokojnego, rajskiego miejsca…w ostateczności wylądowaliśmy w guesthomie za 400bth/2osoby w którym zostaliśmy 2 noce bycząc sie niemiłosiernie.
Chwile wytchnienia znaleźliśmy 120km dalej w Parku Narodowym na plaży Chang Lang ok.10km od miejscowości Siako gdzie rozbiliśmy namiot 10metrow od plaży i korzystalismy przez 2 dni z ciszy i cudów natury

dsc04736 dsc04767 dsc04790 dsc04793

 

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *