Camping w stolicy Malezji Kuala Lumpur!

Z dnia na dzień ilość zabudowań rosła w zastraszającym tempie dając nam do zrozumienia , że zbliżamy sie do stolicy Malezji- Kuala Lumpur. Malezja w porównaniu do naszych poprzednich krajów, które zjechaliśmy na rowerach rożni się bardzo pod względem nowoczesności i zurbanizowania, a wschodnia część jest gęsto porośnięta miastami, miasteczkami, wioskami po których jeździ masa tirów, samochodów i tysięcy przeraźliwie głośnych motorków bez tłumika… mieliśmy serdecznie dość tego hałasu, a przed nami jeszcze stolica….  Ale nie ma tego złego 🙂

 

Po przejechaniu 82km dotarliśmy przedmieść i dzięki niezastąpionemu GPS’owi znaleźliśmy !!UWAGA!! pole namiotowe ok.3km od ZOO i tylko 14km od centrum Kuala Lumpur. Mieliśmy niesamowitego farta, ze będąc tak blisko ogromnego milionowego miasta odpoczywaliśmy na łonie natury nad rzeczką 🙂 żeby zwiedzić miasto wsiadaliśmy po prostu na rowery i  35min później byliśmy w centrum 🙂

Dodatkowo z kończącego się weekendu wyjeżdżała akurat duża grupa dzieciaków, która miała w ramach kolonii zamówiony catering i została masa niezjedzonych smakołyków,więc za 10zł/os mieliśmy dodatkowo wliczoną usługę all inclusive 🙂

 

WYSTRZAŁOWE WIEŻE

Oczywiście, każdy, ale to absolutnie każdy, najpierw biegnie ( albo, jak w naszym przypadku jedzie) do Petronas Twin Towers. Malezyjska wizytówka znana dosłownie na całym świecie, czyli dwie bliźniacze wieże wznoszące się na wysokość 452 metrów, mają 88 pięter i zagrały we wszystkich możliwych filmach gangstersko-przygodowych.  Nie pamiętam, kiedy coś zbudowane ludzką reką zrobiło na nas takie wrażenie jak własnie Petronas Twin Towers! Za każdym następnym razem, kiedy się na niego patrzy zachwyca tak samo jak za pierwszym razem. Szczególnie wzmożone doznania są nocą, ze względu na piękne podświetlenie pokaz kolorowych fontann umieszczonych przed wieżami

Te magiczne dwie wystrzałowe kolumny widzieliśmy nocą, w dzień, ale chcieliśmy czegoś więcej 🙂 Niedaleko naszego campingu znajdujemy wysoką górę, z której po dwóch godzinach wspinaczki i przedzierania sie przez krzaki roztacza się niesamowity widok na miasto i dwie majestatyczne rozświetlone wieże, które górują nad całym miastem

JASKINIE BATU

Po kolejnym dniu wsiadamy na rowery i śmigamy tym razem zobaczyć kolejna wizytówkę miasta czyli słynny kompleks jaskiń Batu Caves. odkryte pod koniec XIX w.  stanowią ważne centrum pielgrzymek dla miejscowych hinduistów, zwłaszcza podczas corocznego święta Thaipusam. Do głównej jaskini o wysokości 100 m zwanej „Jaskinią Katedralną” prowadzą schody o 272 stopniach. Juz z daleka pośród budynków wyłania się najwyższy na świecie posąg Murugana o wysokości 42,7 m stojący przy wejściu do Jaskiń Batu. Oprócz masy turystów w jaskini grasuje jeszcze więcej małp. Raz po raz słychać krzyki, wrzaski, płacz bo zwinne złodziejaszki co rusz kradną komuś, jak nie torebki to jedzenie albo inne rzeczy dlatego wszystko należy mocno trzymać przy sobie!!

WŚCIEKŁY KOT….

Żeby dotrzeć na miejsce, musimy przejechać parę kilometrów dość ruchliwej autostrady. Jazda w upale w takich warunkach nie należy do przyjemności, zamyślona z słuchawkami w uszach jadę przed siebie. Nagle kontem oka dostrzegam coś leżącego przy krawężniku. Zatrzymuję się… rozpędzone auta przemykają obok mnie . Postanawiam się cofnąć i sprawdzić co to było, dla bezpieczeństwa zostawiam rower przy ulicy. Gdy dobiegam na miejsce, okazuje się, że tym ,,czyś” jest … mały kotek przytulony do krawężnika z przerażenia!!! czem prędzej łapię go za grzbiet i wrzucam do plecaka. Kot jest przestraszony do granic możliwości, syczy, ciężko dyszy więc próbuje go uspokoić, pogłaskać i dać wody…ale w tym momencie on gryzie mnie dość mocno w palec!! W tamtym momencie się tym nie przejęłam, ale po paru dniach zaczęłam się martwić…przecież on mógł miedz wściekliznę, na którą nie byliśmy szczepieni… Zastanawiamy się długo co z nim zrobić, przecież nie wyrzucimy go na ulicę!! Z miauczącym plecakiem docieramy do jaskiń Batu i postanawiamy oddać kotka tutejszym mnichom. Wielokrotnie w świątyniach widywaliśmy zwierzęta mieszkające razem z miejscowymi mnichami, którzy opiekowali sie swoimi mniejszymi braćmi.

 

Postaniawiamy, jeszcze dzien/dwa zostać na naszym campingu by odpocząć porządnie przed dalszą częścią podróży

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *