W najwyższej położonej stolicy świata – La Paz

Mieliśmy w planach ,,zaliczyć” La Paz w późniejszym czasie,  ale w momencie naprawy rowerów okazało się, że sól  z Salaru de Uyuni dostała się do wnętrza amortyzatora i wyżarła w nim dość spora dziurę. Z takim amortyzatorem nie ma mowy jechać w Andy! Postanawiamy wykorzystać tą usterkę i wybrać się autobusem do  La Paz autobusem. Zostawiamy nasze rowery w Challapacie u kolegi Jacka i  30minut później siedzimy już w autobusie do Oruro, gdzie później przesiadamy się na autobus do La Paz.

 

Komunikacja autobusowa w Boliwii działa wspaniale. nie sposób się zgubić ponieważ dworzec, aż tętni od nawołaczy. Widząc zastanawiających się turystów lokalni naganiacze szybko nakierowują nas do odpowiedniego okienka w którym kupujemy bilet, a później w miejsce skąd odjeżdżają autobusy w danym kierunku.

UWAGA 1. najpierw należy podpytać się kilku miejscowych osób ile kosztuje interesujący nas bilet ( często gęsto w okienku cena jest podbita tylko dlatego, że jesteśmy Gringo). Targować się!!

UWAGA 2 pilnować swoich rzeczy jak oka w głowie. Dworce to idealne miejsca dla złodziei!

 

NAJWYŻSZA STOLICA?

La Paz często nazywane jest najwyżej położoną stolicą na świecie – co, krótko mówiąc, jest błędem. Mało kto wie, że Boliwia posiada aż dwie stolice. Sucre, to konstytucyjna stolica kraju. Ze względu na położenie La Paz (administracyjnej stolicy państwa) na wysokości powyżej 4000 metrów n.p.m. władze zdecydowały się na przydzielenie funkcji reprezentacyjnych właśnie niewielkiemu miasteczku Sucre.
 Wysiadamy w El Alto, gdzie czeka na nas znajomy Radek, którego poznaliśmy u Jacka. Radek to super facet mieszkający ze swoją żoną Boliwijką w La Paz. Od razu idziemy zerknąć na punkt widokowy.  Wokół nas rozbrzmiewają radosne nuty wydobywające się z instrumentów ulicznych grajków,  kolorowe suknie kobiet wiją  się w tańcu, a z nas nagle wydobywa się typowy  polski okrzyk radości/szoku/zachwycenia/ekscytacji : ,, O Kur…!! ” – Taka właśnie była nasza pierwsza reakcja gdy ujrzeliśmy La Paz.  Ogromna metropolia położona w kotle, którego brzegi stanowią najwyżej położone punkty miasta. Najniżej położona – i najbogatsza zarazem – dzielnica usytuowana jest na wysokości 3300 m n.p.m. Lotnisko i dzielnica El Alto znajduje się w pobliżu najwyższych i najbiedniejszych jednocześnie dzielnic, leży na wysokości 4182 m.n.p.m.  Mnie łapią o dziwo objawy choroby wysokościowej… ból głowy,  szum w uszach,  zadyszka, mroczki przed oczami.. czuje się fatalnie ale na szczęście Yerba Mate z koką pomaga prawie natychmiast.

 

W La Paz  kursują 3 linie kolejek górskich którymi można zjechać z El Alto i przemieścić się w różne dzielnice miasta.  Wsiadamy więc  w czerwoną kolejkę i w ciągu 15minut krążąc nad dachami domów zjeżdżamy około 1000metrow w dół do centrum.  Widok z kolejki jest fascynujący,  głowy latają nam na wszystkie strony podziwiając panoramę miasta. Od razu robi się cieplej,  a ja czuję się o niebo lepiej.  Miasto jak miasto,  duszne,  ciasne i  pełne trąbiących aut jeżdżących jak chcą.  Robimy mały rekonesans po najciekawszych miejscach i wieczorową porą wjeżdżamy z powrotem do góry tym razem kolejka żółtą i zieloną  nad najbogatsza z dzielnic. Wjazd trwa 45 minut, a w międzyczasie zachodzi słońce rozświetlając miasto milionami lampek.

Przez noc przed domem gdzie mieszkamy wyrasta ogromny weekendowy targ. na którym oprócz produktów codziennej potrzeby można kupić wszelkie akcesoria służące czarom. Są tu odpowiednie zioła, eliksiry, suszone ptaki, płody lam i inne niesamowite składniki. Przed każdym czarodziejskim straganem stoi charakterystyczny kociołek opalany drewnem cedrowym, w którym wiedźmy palą swoje mieszanki odczarowując przeróżne uroki.

 

 

Niestety z powodu zbliżającej się pory deszczowej chmury zasłaniają góry otaczające La Paz,  które pół roku temu gdy jechaliśmy na wulkan Sajama z daleka prezentowały się w królewskim stylu,  ale  nie przeszkadza nam to w odbyciu jeszcze jednej  przejażdżki żółtą i zieloną kolejka w dół.  Tym razem w dzień jedziemy nad  bogatą dzielnicę.  Z daleka widzimy także o dziwo zwyczajnie wyglądający dom prezydenta Evo Moraleza.  Przed bramą stoją strażnicy kierując ruch pieszych na drugą stronę ulicy.

Na drugi dzień natura wynagradza nam deszczowe dni i odsłania
Illimani najwyższy szczyt pasma Cordillera Real, jednego z łańcuchów w Andach Boliwii. Leży niedaleko na południe od La Paz, skąd przy sprzyjających warunkach atmosferycznych jest dobrze widoczny. Jest to po wulkanie Sajama drugi szczyt Boliwii.

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *