Pierwsze1000km za nami :)

Po paru problemach dotarcia na prom do Swinoujscia i szaleństwu w pakowania na lotnisku w Stockholmie, dotarliśmy do Bangkoku. Miasto przywitało nas upałem i deszczem….hmmm gdzie ten raj?? zanim wyszliśmy z lotniska uderzyła w nas chmura dusznego powietrza, jaby ktos otworzył piekarnik… byliśmy juz spoceni. Spakowaliśmy rowery i ruszyliśmy na północ. Sam wyjazd z Bangkoku zajął nam pol dnia-straszny chaos i ruch. Pierwszy nocleg postanowiliśmy spędzić ok.30km za miastem w małym hotelu, żeby odpocząć po meczącym locie i zmianie stref czasowych.

w nocy lalo niemiłosiernie. wstaliśmy ok.6 lecz ze względu na zmianę czasowa mieliśmy wrażenie ze jest 2 w nocy. jechaliśmy dalej. przez cały dzień zrobiliśmy 107km. Nocleg spedzilismy w namiocie w krzakach niedaleko świątyni mnichów, którzy modląc się śpiewali nam do snu. odgłos zwierząt i cykad był niesamowicie głośny!!długo nie mogliśmy zasnąć ze wzgledu na duza wilgotność powietrza uffff początki sa bardzo trudne

P1040212.JPGP1040209.JPGDSC00947.JPG

dzisiaj jechalo sie bardzo komfortowo, wiatr w plecy i temperatura w miare optymalna (30stopni 🙂 ) Zwiedziliśmy wielkiego Budde w miejscowości Phot Hong. niesamowita budowla, zrobiła na nas wielkie wrażenie.

DSC00980.JPGDSC00986.JPGDSC01006.JPG

Gdy zbliżał sie wieczór po malu szukaliśmy noclegu. Dostrzegliśmy may klasztor mnichow-wielc postanawiamy sie zapytać czy można rozbić namiot na noc, językiem migowym jeden z mnichow wskazał nam miejsce. Zadowoleni, rozbiliśmy obozowisko pod asysta gromadki dzieci, które zainteresowane dziwnymi osobnikami, zleciały sie jak muchy do lepu 🙂 Postanowiliśmy dyskretnie ugotować sobie wodę na zupki-lecz pod koniec gotowania zaczęło grzmieć. Po chwili zza drzewa wyłonił sie jeden ze znajomych chłopaczków z gromadka innych dzieci i dorosłym facetem. Gosc bardzo przejął sie faktem, ze moze nas zalac deszcz, wiec zaprosił nas do siebie pod daszek-czym uratował nas przed kąpielą w deszczu podczas snu:) rozbiliśmy moskitierę i do pozna rozmawialiśmy z grupka Tajow po migowemu:)

DSC01012.JPGDSC01016.JPGDSC01017.JPGDSC01010.JPGP1040223.JPG

Rano podczas pakowania pogryzły nas niemiłosiernie komary…gotowi do drogi ok.7 przybiegł do nas w trakcie drogi do szkoły jeden z wczorajszych chłopców powiedzieć nam ,,Good morning” 🙂 Mile:)  Temp  w granicach 40stopni, duchota, wypijamy dziennie minimum 5litrow wody na osobę, pupa juz zaczyna bolec od siodełka…

 

Minely juz prawie dwa tygodnie od kiedy dotarlismy do Tajlandii. Trudno w jednym zdaniu napisac jak tu jest i jak nam sie powodzi. Pewne jest to, ze Tajowie to bardzo opiekunczy narod, pozdrawiaja nas na okolo i szczerze kibicuja, co daje niesamowitego kopa do jazdy.

wczoraj minal pierwszy tysiak:) nawet nie spodziewalismy sie ze nastapi to tak szybko… kondycja dopisuje i lecimy jak przecinaki

P1040232.JPGP1040262.JPG

 

P1040219.JPG

Dzisiaj podczas poszukiwania noclegu przypadkowo za miastem Laphum trailismy na szlaban, za którym było trochę trawki i fajny bambusowy domek. ,,woow idealna miejscówka na nocleg!!”
Zeby nie było problemów zapytaliśmy miejscowego Taja o pozwolenie spędzenia tu nocy. Taj trochę zmieszany zmieniał zdanie parę razy, lecz w ostateczności widząc nasza zmęczenie na twarzach zgodził sie pod warunkiem ,ze będziemy cichutko i  wczesnie rano wyjedziemy. OK no problemo:-)
Zadowoleni pojechaliśmy do pobliskiego WC wziąć szybki prysznic, gdy na motorku pojawił sie znajomy Taj. ,,Mister…jest problem…” i nakazał nam jechać za nim…
Najpierw zawiózł nas do hotelu, a potem do jakiegoś faceta z łańcuchem na szyi… jak sie później okazało byl to szef tego terenu gdzie mieliśmy spać, który wyraził zgodę na nasz nocleg 🙂

Teraz jeszcze bardziej zadowoleni rozpakowaliśmy manatki i opoczywalismy zmęczeni dniem pod moskitiera.

Około 20 słyszymy odgłos skuterka. ,,eeee ok?ok?”  Taj razem z zona przyjechał w odwiedziny. Oprócz kawy na śniadanie dal nam latarkę,numer na policje, a na odchodne dla bezpieczeństwa MACZETE 🙂 nie wspominając tym, ze zadbał o to żeby dla naszego bezpieczeństwa policja w nocy patrolowała teren 🙂

DSC01254.JPG

DSC01259.JPGDSC01260.JPG

pomiędzy miastami Thoen, a Li mielismy okazje pokonać nasza pierwsza malutką przełęcz. przewyższenie w tym miejscu wynosiło ponad 500metrow, a dotarcie na szczyt zajęło nam okolo 2 godzin.

DSC01226.JPGDSC01225.JPG

widząc daleko, ze Marcin zjechał n pobocze przyspieszyłam i takze zjechałam na zasłużony wypoczynek. Zziajana, zdyszana i koloru purpury usłyszałam głos  Marcina dobiegający gdzieś z krzaków. Po chwili okazało sie, ze znajduje sie tam mala, sklecona z desek chatka, a w niej siedzi starszy budda.  Po jego uśmiechu na twarzy sądzić można było, ze jest zadowolony z naszej niespodziewanej wizyty:)

DSC01229.JPGDSC01230.JPGZrobił nam kawkę i tak w języku gestów, łamanym angielskim i rysowaniem na ziemi gadaliśmy z pol godziny.  Byl człowiekiem, który swoje życie poświęcił na samotna medytacje w górach, z daleka od zgiełku miasta i wygód. W swojej chatce miał tylko parę butelek wody, zapas kadzidełek,drewniane łóżko i posag buddy…z małego radyjka dobiegała spokojna tajska muzyka.

To niesamowite i przypadkowe spotkanie na pewno długo będziemy mile wspominać

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Brak odpowiedzi.

  1. Skarpetianin napisał(a):

    Super! Tak trzymać. Pisz pamiętnik, będzie co wspominać. Szczegóły z czasem uciekają z pamięci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *