Rejs Amazonką – część II Iquitos-Manaus

W podróży, taka jak nasza, w której podróżujemy sobie jak chcemy, gdzie chcemy, nie gonią nas żadne terminy, plany zmieniają się czesto w ciągu chwili. Tak było i tym razem. Po dotarciu do Iquitos- miasta położonego w centrum Amazońskiej dżunglii nie wiedzieliśmy co dalej. Początkowo planowaliśmy płynąć pod prąd rzeki Rio Nappo w kierunku Ekwadoru, jednak okazało się , że los chce inaczej i skierował nas w drugą stronę- do Brazylii… Po 2 tgodniach odpoczynku jedziemy do znanego nam już portu w Iquitos.

12687839_935293276567773_3576746239945160228_n

 

PORTOWY ROZGARDIASZ

W porcie jak to w porcie szaleństwo pełną parą. Załadunki, rozładunki, rozgardiasz na maxa. Do końca mamy cichą nadzieję, że może jednak znajdzie się jakaś łajba w stronę Ekwadoru, ale niestety, los chce żebyśmy płynęli w druga stronę i tak też robimy. Tego samego dnia wskakujemy na statek do miejscowości Santa Rosa na pograniczu Peru, Kolumbii i Brazylii. Już na dzień dobry problem biletowy. Do dziś nie wiem na jakiej zasadzie określone są ceny biletów. Według naganiaczy i tablicy w porcie cena wynosi 50 soli /os na trasie Iquitos – Santa Rosa . Na statku cena wzrasta do 60 soli. Oburzona, że płacę więcej za kolor skóry dyskutuje dość długo, lecz w ostateczności odpuszczam, gdy pracownicy pokazują mi bilety innych pasażerów. MAFIA!! Ok niech im będzie chociaż i tak im nie wierzę 🙂  A już w ogóle głupieje kiedy poznany na statku Rusek i Szwajcarka za bilet zapłacili 80 soli 🙂 Jedno jest pewne, powyżej 60 soli płacić NIE MOŻNA.

 

KIERUNEK SANTA ROSA

Rejs do Santa Rosa trwa 1 dzień i 2 noce. Leniwie kołyszemy się w hamakach przyglądając się życiu wioseczkom położonym nad wodami Amazonki. Otacza nas dookoła prawdziwa i autentyczna dżungla. Tłok na statku standardowy , hamak przy hamaku, każda wolna przestrzeń zajęta jest bagażami. Ale czas mija bardzo szybko i dopływamy na miejsce .

Robimy wielkie oczy gdy widzimy coś co ma służyć za port, jedno wielkie błotnisko, już nie wspomnę o górce pokrytej błotnista mazią pod którą musimy wepchać rowery. Spoceni, brudni od błota i wkur… na maxa udaje nam się wtargać rowery na górę będąc jednocześnie zabawnym widokiem i rozrywką dla miejscowych gapiów. Koszmar!!

image

image

W centrum tej małej miejscowości bierzemy pieczątki wyjazdowe z Peru…( biuro imigracyjne czynne od 8.00) ach… to były 3 piękne i niezapomniane miesiące…

 

JEDNA RZEKA 3 KRAJE

Wracamy z powrotem do portu i za 5 soli/os przepływamy na drugą stronę Amazonki do miejscowości Leticia położonej już na terytorium Kolumbii. Leticia to małe miasteczko położone na granicy trzech państw: Kolumbii, Peru i Brazylii. Znajdujemy się w samym sercu Amazonii. Znowu trzeba wtargać rowery, tym razem na małą łódkę i wydostać je jakoś na ląd… powtórka z Peru… śliskie błoto i górka, mamy serdecznie dość!! Na szczęście jeden z miejscowych rzuca mi się na pomoc, a za nim bez zastanowienia rusza kilku innych facetów! Jednak dżentelmeni w tym kraju istnieją 🙂

JESZCZE GŁEBIEJ W DŻUNGLĘ

Jesteśmy teoretycznie w Kolumbii, a że nie możemy znaleźć biura imigracji jedziemy 2 km dalej do miejscowości Tabatingi już po stronie Brazylijskiej olewając fakt, że w między czasie byliśmy w Kolumbii. Ogólnie po przepłynięciu na drugą stronę Amazonki od razu poczuliśmy się  jak w innym świecie, a tym bardziej w Brazylii i nie dlatego, że wszyscy mówią po portugalsku i ani trochę nic nie rozumiemy, ale ze względu na nowoczesność. Dawno niewidziane markety, wszystko eleganckie, czyściutkie, ludzie pobierani w nowoczesne ciuchy. Te dwie miejscowści oddalone od siebie o 5 km oprócz widocznych wizualnie zmian, różni także czas! Należącą do Brazylii Tabatingę obowiązuje czas brazylijski przesunięty o 2 godziny doprzodu w stosunku do czasu Leticii!

12744436_935293463234421_8584395596786757938_n

 

STATEK DO MANAUS

Śmigamy od razu do portu zorientować się kiedy odpływają statki do Manaus.

,,Statek odpływa za 2 godziny… Następny za 3 dni…” – słyszymy z ust strażnika.
Kurde… no to działamy. Szybko do centrum do banku wypłacić brazylijskie Reale i zainteresować się wreszcie jakaś pieczątką do paszportu 🙂 Jak na złość dzisiaj wszytsko pod górkę, bankomaty działają jakby miały nie działać, ludzi tłum, nasze karty szwankują, jedna zostaje połknięta przez bankomat … cholera… . A czas leci! W między czasie, gdy Marcin walczy z kolejnym bankomatem, zagadują mnie dwaj Brazylijczycy którzy okazują się naszym wybawicielami!  w celu rozwiązania zagadki z bankomatami jeden gość najpierw zrobił szum w banku, a w ostateczności wskoczył z Marcinem na motocykl  i obydwoje pojechali na Kolumbijską stronę rozwiązać nasz problem.

Do odpłynięcia statku zastało 30 minut, a ja zostałam sama z dwoma rowerami i jakimś facetem, który fakt, był bardzo miły 🙂 Na szczęście Marcin wraca bardzo szybko i na szczeście z Brazylijskimi  realami  🙂

 

image

Rowerami w życiu byśmy się nie ogarnęli. Zostało nam już tylko zorganizowanie pieczątki wjazdowej do Brazylii. Na szczęście jadąc do portu przypadkowo trafiamy na migraciones i w naszych paszportach ekpresowowo bez zbędnych pytań trafiają nowe pieczątki.

Port w Brazylii to wyższa szkoła jazdy.  Wszystko czyste,  strażnicy,  psy policyjne wąchające bagaże,  kasy,  komputery, pracownicy ubrani w czyste jednakowe mundury… bez porównania z tym co było zaledwie parę kilometrów wcześniej po stronie Peruwiańskiej. Cena za statek też bez porównania 🙂  200 reali (200 zł) /os za 4 dni rejsu do Manaus razem oczywiście  z wyżywieniem.

image
Wypływamy z 20 minutowym opóźnieniem,  ale nie ma co narzekać … w Peru opóźnienie wynosi od godziny do 2 dni 🙂  Ludzi nie za dużo, wiec znajdujemy sobie przestronne miejsce i rozkładany nasze klamoty,  ale z doświadczenia poprzednich statków wiemy, że  taki stan rzeczy nie utrzyma się długo i tak też jest tym razem.

image

Zaledwie godzinę później w następnym porcie każda wolna przestrzeń zapełnia się… a pokład statku zamienia się w jedną wielką puszkę sardynkami.

Budzimy się rano o godzinie 6 … a raczej budzi nas głos dobiegający z głośnika mówiący coś w języku portugalskim, który ni za cholerę nie jest podobny do hiszpańskiego, ale udaje mi się wyłapać dwa słowa: „kawa” i „rano”. Ludzie jakby zostali porażeni prądem w ciągu minuty wygrzebują się z hamaków i idą na górę. Po chwili wpadamy na dłuuugą kolejkę – zagadka się rozwiązała 🙂 czas na śniadanie 🙂  Bułeczka z kostką czegoś żółtego oraz kawa, którą można sobie samemu nalać. Kawa okazuje się być strasznie słodką cieczą której nie da się wypić więcej niż 2 kubeczki!

Większość całego rejsu spędzamy na górnym pokładzie, gdzie znajduje się a’la świetlica z telewizorem.  Repertuar TV nie zachwyca,  większość to mecze piłkarskie.  Trudno się dziwić, futbol to dla Brazylijczyków miłość i duma narodowa.  Codziennie dookoła telewizora zasiadają wierni kibice i całymi dniami gapią się w ekran.  W przerwach przed ekrany zasiada płeć piękna bo akurat leci jedna z telenoweli brazylijskich 🙂  I tak na zmianę 🙂 Oprócz tego życie towarzyskie pełną parą,  można poznać masę  ciekawych ludzi, tylko szkoda, że większość mówi tylko po portugalsku …

image

image

Koło godziny 11 widzę długą kolejkę pasażerów ustawiających się  w okolicach jadalni. Ooo pewnie drugie śniadanie-pomyślałam. Nic bardziej mylnego,  o 11 rozbrzmiewa głos z głośnika . OBIAD!! A około godziny 17  serwowana jest kolacja.  Godziny posiłków dopasowane są do wschodów i zachodów słońca, które w tych szerokościach geograficznych wstaje bardzo wcześnie,  a zachodzi około 17.

Podczas rejsu raz po raz statek podpływa bliżej brzegu, gdzie znajdują się małe wioseczki i dosiadają się nowi pasażerowie. Dla nas i mieszkańców wiosek statek to rozrywka dnia, coś się dzieje w tej monotonni.

RIO NEGRO

Ostatniego dnia tuż przed dopłynięciem do Manaus Amazonka miesza się z wodami rzeki Rio Negro- największy lewy dopływ Amazonki. Nie spodziewałam się, że różnica między ciemnymi wodami Rio Negro /zabarwienie od lisci z amazońskich lasów deszczowych / , a jasnymi wodami Amazonki /kolor od skał andyjskich/ będzie tak wyraźny.  ,,kawa z dodatkiem mleka” ciagnie się przed dobre kilkanaście kilometrów.

 

4 dni na statku minęły ekspresowo i w godzinach popołudniowych dopływamy do Manaus,  wielkie nowoczesne miasto położone w centrum Amazonii.  Nareszcie na lodzie!!

 

 

 

 

 

Stąd już tylko dwie drogi,  jedna na południe aż do Boliwii,  a druga na północ do Wenezueli – i ta właśnie wybieramy  🙂  1000 km do granicy z krajem do którego nie mamy pewności z czy zostaniemy wypuszczeni. W Wenezueli trwa wielki przewrót z powodu zmiany władzy.  Ale kto nie ryzykuje…

image

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *