Wyprawa rowerowa we dwoje. Jak podróżować i się nie pozabijać? :)

Żadne kilkutysięczne przełęcze, huraganowe wiatry wiejące oczywiście w twarz, zimne noce z temperaturą spadającą poniżej -10•C, przemoczone ubrania i głód w podróży nie są tak trudne jak początki podróży i bycie ze sobą 24/h. Oczywiście, podróżowanie z drugą połówką to cudowna przygoda spajająca związek, jednak po czasie okazuje się, że nie jest to takie łatwe i piękne. Tym bardziej, gdy zamiast wakacji all inclusive wybieramy kilkuletnią wyprawę rowerową!

POCZĄTKI

Przed wyruszeniem na  wyprawę znaliśmy się jak przysłowiowe ,,łyse konie” .  10 lat spędzonych razem , wiele wspólnych podróży pod namiot, małżeństwo i mieszkanie razem. Wydawałoby się, że nic nas już nie złamie, że robienie wspólnie rzeczy, które się kocha będzie tylko przyjemnością dla obojga. A jednak to dopiero podróż rowerowa stała się naszą prawdziwą szkołą przetrwania.

KRYZYS…

Już na początku zdaliśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy na wakacjach pod palmą ,  lokaj nie przyniesie nam zimnego piwka , spieczeni i brudni nie wskoczymy do chłodnego basenu i nie zaśniemy w czystej, pachnącej pościeli … Na wyprawie, tym bardziej rowerem, wszystkie problemy dnia codziennego przybierają większych znaczeń. Wszelkie niedogodności, frustracje, niepowodzenia odbijają się na osobie, która jest najbliżej,  czyli na sobie nawzajem. Było trudno, tym bardziej z naszymi dość wybuchowymi charakterami. Kłótnia goniła kłótnie, każdy podjazd z takim , każda przeszkoda z takim negatywnym nastawieniem wspomagała frustrację, każde potknięcie wkurzało 100 razy bardziej intensywnie. Doszliśmy do takiej anty perfekcji, że rozwód był coraz bardziej realny…  Na wyprawie nie ma mowy o trzaśnięciu drzwiami (chyba, że od namiotu 🙂 ) i pójściu do koleżanki po złote rady , nie ma mowy o sytuacji w której stęsknieni siebie wracamy po kilku dniach rozłąki podczas której negatywne emocje uciekają w zapomnienie, będąc na totalnym zadupiu nie pójdziemy każde w swoją stronę skupiając nerwy na przyjemnościach.  Na wyprawie jesteśmy skazani na siebie nawzajem!

NIEROZŁĄCZNI

Na szczęście pewnego dnia, po pokonaniu dość poważnego i długotrwałego kryzysu,  ocknęliśmy się i od tamtej chwili jesteśmy nierozłączni, a miłość mimo dalszej podróży kwitnie 🙂

JAK PRZETRAĆ NA WYPRAWIE ROWEROWEJ?

WYZNACZENIE OBOWIĄZKÓW

Już na początku  każdy z nas musi mieć swoje obowiązki podczas wyprawy. Nie ma mowy o sytuacji, że wszytko jest na głowie jednej osoby, a druga tylko czeka na gotowe.  Marcin zazwyczaj jest odpowiedzialny za wyznaczanie trasy, sprzęt rowerowy, naprawy. Ja za kuchnię, negocjacje z ludźmi, załatwianie drobnych rzeczy, zakupy. Oczywiście w czasie podróży każde z nas wspiera nasze zadania nawzajem, wspólnie ustalamy kierunek jazdy i menu w czasie dnia. Nie jest tak, że Marcin nic nie ugotuje, bo to nie należy do jego zadania. Robimy wszystko wspólnie, ale w razie czego każdy zna swoje zadania.

NIE NAKRĘCAĆ SIĘ NEGATYWNIE

Jesteśmy obydwoje zmęczeni, mamy dość, warunki są masakryczne, frustracja wzrasta, pod nosem leci masa niecenzuralnych słów, wkurzenie sięga zenitu!! No właśnie, takich chwil jest od groma! Zostawmy  brzydkie  słowa pod swoim nosem i nie wylewajmy ich na kompana podróży. Zaciśnijmy zęby, podjedźmy jeszcze trochę ,rozłóżmy obozowisko i ulga przyjdzie sama. Pamiętajmy o tym , że jedziemy na tym samym wózku, druga osoba też zapewne czuje to co my. Wykrzyczmy się  wniebogłosy z nerwów, ale nie na siebie. Podczas takich chwil często zdarzają się sytuacje, że jedziemy w pewnej odległości od siebie. Jeden sobie marudzi , a drugi tego nie słyszy, albo podgłaśnia muzykę w słuchawkach trzymając dobry humor do końca dnia 🙂

NIE CHCĘ JECHAĆ!

Koniec! Nigdzie nie jadę! Zostaje tu i teraz! W czasie wyprawy takich momentów jest masa. Do dziś pamiętam chwilę w Argentynie, gdy zła na cały świat usiadłam na środku drogi wrzucając rower do rowu, z oczu popłynęło wiadro łez ledwo co wsiąkając w suchy, gruby piach… W chwilach totalnego zwątpienia dajmy sobie chwilę czasu, odpocznijmy w samotności i pomyślmy. Nie ośmieszajmy nawzajem swoich słabości , to nie są ani wyścigi, ani rywalizacja. Pociesz, wspomóż dobrą energią. Siła do działania tkwi w naszej psychice i trzeba ja przezwyciężyć. Również sami musimy umieć walczyć ze swoimi słabościami. Wyprawa pozwala nam się tego nauczyć

JESTEŚMY ZESPOŁEM!

Chwalmy siebie nawzajem, dodajmy energii, podziwiajmy swoje dokonania! Udało się zdobyć kolejna przełęcz? Przybijmy sobie ,,żółwika” i powiedzmy sobie z uśmiechem na twarzy jacy jesteśmy dzielni!

ZRZĘDZĄCA KOBIETA…

Raz na miesiąc każdej kobiecie zdarzają się dni, które zapewne wszystkim mężczyznom daję się także we znaki. Zmiany nastrojów, marudzenie, narzekanie, zachcianki… ,, Skąd do cholery na środku pustyni mam ci wytrzasnąć kapustę kiszoną/lody/ kiełbasę/ rybę??!! ” Ojjj Panowie, pewnie to znacie 🙂 w takich przed-okresowych dniach zawsze ostrzegam Marcina, że mogę być trochę niedobra/paskudna/wredna i żeby się trzymał 🙂 Hormony są nieobliczalne, więc wszystko zależy od Was Panowie 🙂 2-3 dni i wszystko wróci do normy 🙂

KOMPROMISY I SZACUNEK

Marcin chce pojechać w góry zrobić nocne zdjęcia, albo znajduje nagle na początku dnia wspaniałe miejsce z super kadrami. OK! dziś kończymy wcześniej jeśli Ci na tym zależy. Fakt, że w nocy trzęsę się jak galareta bo śpimy na samej przełęczy, gdzie temperatura spada grubo poniżej 0*C , ale szanuję pasję Marcina i wiem , że zależy mu na wschodzie słońca z tego miejsca. Ja chciałam posmakować klimatu dżungli. OK! zmieniliśmy totalnie plan i zamiast jechać dalej Andami, zjechaliśmy wprost do peruwiańskiej dżungli! W podróży raz planujemy razem, nieraz planuje któreś z nas, a innym razem wszystko dzieje się bez planu. Czasami podążamy za punktami na mapie, a za chwile skręcamy w nikomu nieznane zakamarki. Lecz zawsze mimo wszystko staramy się czerpać z tych kompromisów dużo radości!

NIE OBWINIAJMY SIEBIE NAWZAJEM

Nieprzewidziane wydarzenia, podróż która naglę wymyka się z pod kontroli… takie sytuacje to nieodłączny atrybut przygody. Złapana guma na środku rozgrzanej drogi, straty, zniszczenia, guby czy deszcz w niewłaściwym momencie…  Tak nieraz bywa i trzeba to zaakceptować. Mimo nerwów najgorsze, co może się wydarzyć potem, to słowa typu: „To twoja wina!”,, Zawsze tak robisz!” ,,Przez ciebie..!” ,, Dlaczego…?!”  Niekiedy wypowiedziane w sposób automatyczny, bez przemyślenia, wyrzucone z ust niczym karabin maszynowy w celu dowartościowania się/ usprawiedliwienia swojej winy.  Czasami złośliwie bez żadnego znaczenia. Pamiętajmy jednak, że w chwilach kryzysu czy problemów dodatkowe słowa tego typu są niepotrzebne!  Raz zguba czy kradzież może zdarzyć się jednej osobie, raz drugiej. Ale pamiętajmy! W życiu czy w podróży wszelkie problemy dotyczą nas WSPÓLNIE!!

CZAS DLA SIEBIE

Na chwilę nie szukajmy wspólnej drogi. Niech każde z nas zajmie się sobą. Marcin uwielbia pół nocy robić zdjęcia Drogi Mlecznej – ja wolę spać w ciepłym śpiworze. Lubi pójść na samotny trekking by uchwycić dobre kadry, ja zostaje i pilnuję obozowiska mocząc się w rzece rozkoszując się śpiewem ptaków. Ja pół dnia bawię się ze zwierzakami i dziećmi w lokalnej szkole, Marcin idzie w swoją stronę. Warto, a wręcz trzeba czasem pójść w przeciwnych kierunkach i pobyć w samotności, sam ze sobą lub swoimi pasjami. Każdy tego potrzebuje, czy to w domu, czy na wyprawie.

NIE SAMYM ROWEREM CZŁOWIEK ŻYJE

Oprócz poznawania świata i ludzi, ciągłej jazdy, walki z samym sobą i podziwiania tego co jest dookoła nas skupmy się raz po raz na sobie. Raz na jakiś czas zróbmy sobie Walentynki! Jakaś dobra kolacja w normalnych warunkach, hostel, zostanie dzień/dwa w jakimś fajnym miejscu bez ciągłego gnania do przodu. Jakiś niespodziewany drobny upominek z lokalnego targu jest także mile widziany 🙂

 

Każda podróż, czy to rowerowa, czy z plecakiem, czy taka przez życie, nie zawsze jest sielanką. Są wzloty , ale także upadki, które należy nauczyć się  przezwyciężać. Początkowo nie jest to proste. Każde niewielkie potknięcie odbierane jest przez nas jako ogromna gleba  z której nie mamy siły się podnieść. Tak samo było z nami podczas początków naszej podróży. Każda bzdura, pierdół czy niezadowolenie  przekazywane i odbierane było przez drugą osobę bardzo burzliwie. Lecz z czasem podróż nauczyła nas wiele, zmieniła nasze postrzeganie świata , a także nas samych.  Szacunek, zrozumienie i rozmowa. To trzy najważniejsze rzeczy, dzięki którym obydwoje będziemy cieszyć się z wspólnego zwiedzania świata wzmacniając także siłę związku i nas samych!

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. technolog napisał(a):

    Świetna lekcja dla wszystkich małżeństw! Gratuluję! Wspólne życie to jest wyzwanie dla każdego. Dajecie kochani dobrą lekcję nie tylko cyklistom. Pozdrowienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *