Wulkan Bromo (Indonezja, Jawa) rowerem i nocleg w kalderze

Bromo to jeden z  piękniejszych wulkanów na świecie.  Głębokie żłobienia, księżycowy krajobraz, pobliskie zielone wzgórza i plantacje warzyw sprawiają, że jest to miejsce wręcz opanowane przez turystów.  Nie jeżdżą tam żadne autobusy ani pociągi, więc mafia przewozowo-transportowa rządzi. 99% turystów wykupuje więc wycieczkę, wynajęty jeep zabiera ich spod hotelu, dowozi na miejsce i organizuje czas od A do Z . My znaleźliśmy się w tym 1% turystów, którzy zorganizowali sobie wszystko po swojemu. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie pojechali na wulkan…rowerami!!

 

Dzień wcześniej z poziomu morza podjechaliśmy do miejscowości Melang gdzie w Homestay’u zostawiliśmy nasze bagaże, biorąc tylko to co niezbędne z namiotem w roli głównej 🙂 Rano dnia następnego pobudka o 4 rano…ojj ciężko było, ale musimy podjechać około 50km na wysokość 2300mnpm. Pustymi rowerami szliśmy jak przecinaki , chociaż droga miała dość duże nachylenie, ale przez prawie całą trasę do krateru prowadził asfalt. Widoki pod koniec podjazdu kapitalne,  uprawy szczypiorku, kapusty, ryżu posiane symetrycznie z daleka zachwycały zapachem.

dsc06652

Zmęczeni zdaliśmy sobie sprawę, że od dnia poprzedniego wjechaliśmy od poziomu morza na wysokość 2300mnpm, czyli na taki najwyższy szczyt Polski- Rysy.

dsc06632

Przed wjazdem do krateru brameczka … bilecik 75.000rp (20zl) od łepka. Ale widoki były warte każdej sumy. Jechaliśmy sami najpierw zielonymi wzgórzami wśród pachnącego koperku, którym przy okazji zajadaliśmy się w ogromnych ilościach!
Odpoczywając na jednej z polan czuliśmy się jak latem w Polsce. Ptaki śpiewały, słońce przygrzewało, a dookoła nie było ani żywej duszy!!

Po paru kilometrach krajobraz zmienił się na iście księżycowy, a my poczuliśmy się nagle jak na innej planecie. Zieleń ustąpiła szaremu pyłowi wulkanicznemu, a naszym oczom ukazał się słynny wulkan Bromo przypominający swoim wyglądem kopiec kreta. Nocleg spędziliśmy oczywiście pod namiotem w kalderze z widokiem na mityczny wulkan.

 

Jak to bywa na takiej wysokości, w nocy trochę zmarzły nam nogi. Rano pobudka znów o 4… ekspresowe pakowanie rzeczy. Musimy wydostać się z kaldery i przemieścić na wyższe partie, by móc zobaczyć to po co przyjeżdża tutaj setki turystów dziennie, czyli słynny wschód słońca nad Bromo. Już o 4 rano w miejscu  głównej miejscówki, gdzie zbierają się turyści by podziwiać wschód słońca słyszymy śmiechy i rozmowy. W szybkim tempie szukamy czegoś odpowiedniego i mniej komercyjnego i gdy już zaczęło świtać w ostatniej chwili dojeżdżamy do naszego punktu widokowego, gdzie jest tylko parę osób, a przewodnicy grzeją się przy ognisku. Wschód słońca niezbyt ciekawy, wszyscy zwijają się na dół i zostajemy we dwójkę. Mój słownik jest za bardzo ubogi,  żeby opisać to co później stworzyła natura. Powoli pojedyncze wulkany w kalderze zaczęły wyłaniać się z mgły, a słońce oświetliło cały krajobraz. W ciszy i  z daleka obserwowaliśmy to co dzieje na Bromo. Dziesiątki jeepów z  turystami, masa miejscowych na koniach,  kuchnie polowe….istny szał!!  Dobrze,  ze nas tam nie ma ufff…
Pijąc ciepłą kawkę delektowaliśmy sie chwilą.

 

Kaldera i wulkany które w niej się znajdują to punt numer jeden w wycieczce do Indonezji. Tylko żeby uniknąć typowego programu wycieczkowego i poganiania przez przewodnika trzeba wykazać się nieco kreatywnością.  Mój mąż to najlepszy przewodnik  pod słońcem,  żaden Lonley Planet nie dorasta mu do pięt 🙂
Zachęcamy oczywiście do wysiłku i wybrania sie w to niesamowite miejsce rowerami!!

W trakcie podjazdu, jadąc przez las znaleźliśmy zagubionego kociaka. Nie byłabym sobą, gdybym za wszelką cenę nie chciała mu pomoc. I tak maluszek jechał z nami w torbie na kierownicy dłuższy czas. Gdy dojechaliśmy do wioski, przywitała nas uśmiechem pewna starsza kobieta. Po wymianie paru słów przygarnęła kociaka do siebie 🙂

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *