,,Tu rowery są ważniejsze niż Wasze życie…” Granica Wenezuela – Kolumbia

Na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych  czytamy :

” Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomina ponadto, że granica między Wenezuelą a Kolumbią pozostaje zamknięta do odwołania w wenezuelskich stanach Tachira, Zulia, Apure i Amazonas. Ze względu na duże zagrożenie przestępczością zorganizowaną, na terenach przygranicznych obowiązują specjalne środki bezpieczeństwa”

image

 

Faktycznie,  granice z Kolumbia są pozamykane i wiedzieliśmy o tym od dawna. Długo wcześniej poznany Brazylijczyk na promie do Manaus opowiadał,  że nie został przepuszczony przez granicę i musiał wracać do Caracas i do Kolumbii przelecieć samolotem. Ale z drugiej strony w internecie czytaliśmy,  że niektórym turystom udało się  przedostać  na drugą stronę. Podróżowaliśmy, wiec beztrosko z wiarą,  że jakoś damy radę.

 

Niepewność i stres zaczął się miesiąc później gdy dotarliśmy bliżej granicy,  na około ludzie bombardowali nas informacjami o zamkniętych granicach… ehhh.  Naszym celem było duże przejście graniczne w miejscowości San Antonio-Cucuta,  jedno z główniejszych miejsc na zachodzie którym można przedostać się do Kolumbii.
Byliśmy już niedaleko,  gdy na jednej z bramek kontrolnych policjant podsunął nam pomysł, żeby jechać na mniejsze przejście Boca del Grita,  które dla rowerzysty jest idealne, ponieważ nie musimy przedzierać się przez góry,  wiec chwila moment będziemy w Kolumbii i skończy się ten stres który narasta z dnia na dzień coraz bardziej.

 

 

 PRÓBA PRZEKROCZENIA  GRANICY NR.1 :

Więc pojechaliśmy….  parę kilometrów przed,  podjechała do nas dziewczyna na skuterku stwierdzając,  że tuż za rogiem jest rzeka,  którą wpław razem z innymi ludźmi nielegalnie można przekroczyć granicę! Rzeka sięga tylko do pasa więc damy rade i to jest jedyny sposób! inaczej nie ma szans.  Dojechaliśmy do miejscowości Boca del Grita,  która była jednym z tych miejsc których lepiej unikać.  Domyślamy się, ze większość ludzi w tym miejscu zajmuje się nielegalnym handlem i przemytami m. in czystej kokainy.  Wszyscy w jednym momencie przestali pić piwo i spojrzeli na nas,  ktoś krzyknął : dolary przyjechały!!
Otoczyli nas żołnierze z karabinami i się zaczęło ….  długo dyskutowaliśmy, ale nic z tego. Może wojsko by nas przepuściło, ale w tym miejscu nie mieli pieczątek dla osób zza granicy.  Pomiędzy okupowaniem budynku Gwardii Narodowej,  a próbą przekonania urzędników wdaliśmy się w rozmowę z jednym z żołnierzy  żartując,  że jeśli nas nie puszczą  walimy na drugą stronę przez rzekę 🙂 Żołnierz ten okazał się być kapitanem tego całego bałaganu i stał się naszym nowym znajomym, który na odchodne zaprowadził nas do kuchni i zaproponował pycha obiad. Razem z armią innych żołnierzy poszliśmy do kuchni zostawiając nasze rowery pod czujnym okiem. Powiem szczerze, że czułam się tam bezpieczniej niż na zewnątrz. Z pełnymi brzuchami i trochę rozczarowani trzeba było wracać i jechać na inne przejście graniczne.

PRÓBA PRZEKROCZENIA GRANICY Nr. II:

Do dużego przygranicznego miasta San Isidoro podrzuca nas gość ciężarówką.  W ostatnim momencie pod wieczór znajdujemy miejsce do spania w Posadzie za 10zl/2 os. Kobieta ostrzega nas,  że tutaj na ulicy dla złodziei ważniejszy jest nasz rower niż życie…. Uważajcie- mówi jeszcze na odchodne …

image

Do granicy ok.  40km,  w tym połowa ostro serpentynką pod górę.  Raj dla kolarzy których spotykamy co chwile pozdrawiając się radośnie.  Jedna z grupek asystuje nam aż do samego przejścia granicznego, gdzie  zaczyna znów zabawa z biurokracją i korupcją…  Przejście graniczne czynne jest do godziny 12, a jest 11.40! mamy więc tylko 20minut!! szybko razem z rowerowymi znajomymi jedziemy parę ulic dalej gdzie znajduje się IMIGRACIONES. Za około 50gr trzeba kupić naklejkę i jakiś biały świstek do wypełnienia.

 

W drugim budynku dostajemy pieczątkę wyjazdową i pędem jedziemy na przejście.  Pierwszy etap poszedł niezwykłe łatwo.  Spokojni i zrelaksowany nie wiemy,  że….

NAJGORSZE PRZED NAMI…

 

image

Przed bramką otacza nas wojsko,  zamieniamy parę luźnych zdań,  wszystko idzie zgodnie z planem, do momentu  kiedy się dowiadujemy,  że rowerami nie możemy przekroczyć granicy!!!  Jedynym wyjściem jest rozmontowanie wszystkiego na czynniki pierwsze (rowery mają mieć zdjęte koła,  kierownicę!!) i przewiezienie wszystkiego za pomocą wózka,  który obsługuje jakiś dziadek.  Chyba ich pogrzało!!  od słowa do słowa pomóc podjąć właściwą decyzję pomagają nam służby bezpieczeństwa,  które za rozkazem kapitana odprowadzają  rowery na bok i starają się z nami pogaać w miejscu, gdzie nie sięgają kamery.  Stwierdziliśmy, że to będzie najleopsze rozwiązanie, w kieszeni mieliśmy ostatnie pieniądze wenezuelskie, które na pewno zainteresują dziadka od wózka.  Załadowaliśmy wszystkie torby,  zabezpieczylismy nasze bagaże,  dajemy dziadkowi równowartość 5 zł,  które w Wenezueli są naprawdę dużo warte,  a ten mówi… mało!!  nie interesuje go,  że nie mamy więcej i bez słowa zrzuca nasze bagaże z wózka na glebę!!  To był szczyt wszystkiego!! Zrobiliśmy jeszcze większą burzę do tego stopnia,  że ludzie zaczęli wyglądać przez okna 🙂 Marcin wkurzony wziął sprawę w swoje ręce i na raty zaczął przenosić nasze wszystkie torby z rowerami na plecach włącznie. Ja w tym czasie pilnowałam wszytskich rzeczy i nie spuszczałam niczego, zadnej torby z zasięgu wzroku.

Sytuacja potoczyła by się pewnie od początku gładko gdybyśmy zapłacili wszytskim łapówki i gdybyśmy mieli cokolwiek zrobilibyśmy to. Ale w kieszeni mieliśmy TYLKO resztkę boliviarów.c Wenezuela jest najbardziej skorumpowanym krajem w Ameryce Południowej,  płacąc,  a tym bardziej dolarami można dużo załatwić. W ostateczności mundurowi spasowali widząc, że  nie wyciągną od nas żadnych dolarów,  których zresztą nie mamy… chociaż do dzisiejszego dnia dziwię się, że nie zamknęli nas do pudła!

To był niesamowicie męczący dzień,  ale udało nas się wydostać z Wenezueli przez zamkniętą granicę z Kolumbią.  Kamień spadł nam z serca gdy przejechaliśmy most łączący obydwa kraje i postawiliśmy stopy na nowej ziemi,  gdzie wszystko przebiegło bez żadnych problemów.

 

image

image

image

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *