Zmiana kontynentu … zmiana wszystkiego!

image

Znaleźć się na innej planecie…w pewnym sensie praktycznie niewykonalne.  Ale nam się udało i zajęło niespełna tylko 3 godzinki:-) …

Zdecydowaliśmy się coś zmienić…  po roku i dwóch miesiacach w Ameryce Południowej czuliśmy się zmęczeni, ale nie fizycznie lecz gorzej…. psychiczne co totalnie psuło chęci i radość  z podróży.  Ameryka Południowa to kontynent w którym nie ma czasu na nudę, ludzie o  niesamowitym temperamencie codziennie dostarczają masę emocji pozytywnych, ale także negatywnych…. nie ma dnia gdy po raz 1000  padną podstawowe zestawy pytań czyli ,,skąd,  dokąd i dlaczego”. Latynos nie widzi twojego zmęczenia, dla niego nie jest ważne, że przed chwilą zszedłeś z roweru, obudziłeś się lub odpoczywasz w cieniu drzewa. Latynos usiądzie obok ciebie i zadaje masę pytań,  a ty ze względu na grzeczność jak automat opowiadasz przebieg trasy i próbujesz wytłumaczyć, gdzie leży Polska ( chociaż myślę, że wielu z nich nawet nie wie, że istnieje taki kontynent jak Europa) .

 

image

image

image

image

Przyszedł taki moment w podróży, gdy  niejednokrotnie odwracałam  wzrok podgłaśniając muzykę w MP3, widząc radośnie podchodzącą osobę zainteresowaną niespotykanym gościem i uwalniając się tym od zestawu pytań  na które zaczynałam reagować nerwowo.  Przestały nas cieszyć nowe miejsca, nowo poznani ludzie, przestaliśmy cieszyć się chwilą.  Naszym celem dnia kolejnego było odpękanie dziennych zaplanowanych kilometrów i zamknięcie się w hostelowym pokoju lub rozbicie namiotu z dala od ludzi.

ZMIANA PLANÓW

Na północy Kolumbii decydujemy sie totalnie zmodyfikować nasz dotychczasowy plan podróży. Początkowo mieliśmyw planach kontynuować trasę przez Amerykę Środkową w kierunku USA. Jednak zmęczenie kolumbijskimi upałami, latynoskim stylem życia, cwaniactwem i kanciarstwem nas wykończyło, głownie psychicznie. potrzebuejmy czegoś nowego, czegoś co od nowa rozbudzi w nas chęć dalszego podróżowania.  Siedząc przy głośnym wentylatorze w śmierdzącym hostelu myślimy nad sensem daleszej wyprawy. Marcin chce wracać do Polski, ja jednak z łzami w oczach nie przyjmuje do siebie tej wiadomości. Powrót do szarej rzeczywistości jest dla mnie jak wyrok! Nie zgadzam się! Długo myślimy co robić, aż w końcu dnia następnego postanawiamy eskpresowo przenieść się w inny świat  ….a może USA?  mamy przecież wizę , więc czemu nie ? Trochę cywilizacji i życia ,,na poziomie”  nie zaszkodzi. I w tym momencie przyszła wiadomość od naszego znajomego Polaka,  którego poznaliśmy w Limie. Przyjeżdżajace do Nowego Jorku. Mam dla  was pokój, odpoczniecie dłużej w jednym miejscu i wszystko się ułoży po waszych myślach! Ok, namówił nas ☺ Tego też wieczoru kupiliśmy bilet do…. Miami 🙂 Z Cartageny łapiemy stopa, którym w ciągu kilku godzin docieramy do Medellin. Tam gości nas rowerzysta z Warmshower’s dzieki któremy mozemy poczekać dwa dni na samolot.

Myśląc o Miami w moich oczach pojawia sie bogactwo, roznegliżowane kobiety o idealnych kształtach i różnokolorowych strojach kąpielowych, wysokie hotele z basenami, a w uszach rozbrzmiewa mi melodia z amerykańskiego serialu ,,Policjanci z Miami” . Pomocne w podjęciu decyzji były też ceny biletów do USA. Tanie linie lotnicze  ,,Viva Colombia” regularnie latają na trasie Medellin-Miami za 50$/os plus 20$ za przewóz roweru! Cena prawie darmowa!  siedząc juz na swoich miejscach, gotowi do startu nagle coś  sie zepsuło. Do samotu wkroczyła ekipa naprawcza grzebiąc w komputerach przez dobrą godzinę. To sa właśnie uroki tanich linii lotniczych 🙂 W końcu ruszamy i samolot odrywa sie od pasa startowego.

Jednak szczęśliwe dotarcie na lotnisko nie znaczy, że jesteśmy w Stanach Zjednoczonych.

Przed nami  najważniejsza chwila po wylądowaniu na terenie USA, przez którą mino zmęczenia musimy przejść wzorowo, a dokładniej przejscie przez konsula, który na lotnisku który to decyduje czy nas wpuszczą na teren USA i na ile… Przygotowani w mapki podróży, zdjęcia, różne wydruki dokumentów,  z bijącymi jak młot sercem czekamy w długiej kolejce na naszą kolej. Zwracam uwagę na parę osób stojących przed nami, a najbardziej na łysego gościa w czapeczce z daszkiem, który wygląda jak typowy kibol i jest wyluzowany do tego stopnia, że nawet nie zdejmuje czapeczki przed podejściem do konsula. Zachowuje sie dziwnie i zauważa to również dwóch barczystych policjantów zgarniając go od razu po odejściu od okienka!

W końcu nadchodzi na nas pora. Skanowanie palców, paszporty…. na pytanie o cel podróży zaczynamy recytować naszą zaprogramowaną przemowę jak roboty próbując zainteresować urzędnika przygotowanymi mapkami. Urzędnik zajęty wypełnianiem papierków przerywa nam w pół zdania i nie podnosząc nawet wzroku z przed komputera, oddaje nasze paszporty i życzy szczęśliwego pobytu. Juuupi!!
Będąc jeszcze w Polsce bez problemu  wyrobiliśmy sobie wizę turystyczna B2 ważną na 10lat. Jednak jednorazowy pobyt na terenie USA ustala właśnie urzędnik na lotnisku. Od niego zależy czy spędzisz w Stanach Zjednoczonych  1 dzień, tydzień, pół roku czy może wogole nie zostaniesz wypuszczony poza lotnisko i pierwszym samolotem wrócisz do kraju.  My dostaliśmy maksymalny czas legalnego pobytu czyli 6miesiecy. Jeśli mamy ambitniejsze plany i pół roku to za mało,  wystarczy złożyć wniosek z prośbą o przedłużenie lub wyjechanie poza teren USA i ponowne wjechanie.

Teraz czas na bagaże, jesteśmy jedynymi z ostatnich pasażerów, którzy jeszcze nie zdążyli odebrać bagaży z taśmy. To również jest jeden z bardziej stresujących momentów. ile to człowiek słyszał o zniszczonych lub pogubionych  walizkach, albo wysłanych gdzieś do innego kraju niz docelowy. My dodatkowo mamy rowery, które mimo dokładnego zabezpieczenia przed lotem, łatwo zniszczyć. Ale na szczęście nasz cały dobytek szczęśliwie dolatuje na miejsce.

Jeszcze będąc w Kolumbii byliśmy pewni, że na pewno po stronie USA czeka na nas niezłe trzepanie bagazy, skanowanie, oglądanie, masa pytań i zabezpieczeń p/narkotykowych. Wiadomo z czego między innymi ,oprócz kawy, słynie Kolumbia … z przemytu narkotyków. Więc jeszcze długa droga przed nami, zanim bedziemy mogli opóścić lotnisko. Pamietam, gdy lecieliśmy z Boliwii do Madrytu sprawdzano bagaże parokrotnie (ręcznie, psy, skanowanie, psy…) oraz prześwietlano ciało w maszynie RTG. Znajdujemy wiec ustronne miejsce, zeby zająć się składaniem rowerów, gdy na reakcję ochrony nie musimy długo czekać. Podchodzi do nas 3 uzbrojonych policjantów, którzy na pierwszy rzut oka nie wyglądają przyjaźnie. Standardowy zestaw pytań ,,skąd”, ,,dokąd” i ,,dlaczego” oraz pytanie czy po stronie Kolumbii mielismy sprawdzane bagaże. Hmmm coś tam musieli sprawdzać pewnie, przecież bez kontroli by nas nie wpóścili do samolotu- chociaż nie byłam do końca pewna.  Policjanci po krótkiej rozmowie zachwycili się  naszą podóżą do tego stopnia, że przynoszą nam smietnik i noże , żebyśmy mogli rozpakować nasze jednoślady z tych wszytskich kartonów, taśm i papierów! Bez żadnej kontroli życzą szczęśliwej podóży i to wszytsko. To wszytsko?! zastanawiamy sie obydwoje widząc w myślach  schowaną w torbie wielką maczetę – pamiątkę z Kolumbii 🙂

image

Poziom bezpieczeństwa zaskoczył nas do tego stopnia, ze jeszcze długo w głowach krąży nam pytanie ,,czy to wszytsko? i czy teraz tak ot możemy wyjść poza granice lotniska? Jest grubo po godzinie 24 i tę noc spedzamy na lotnisku, gdzie w ustronnym miejscu rozkładamy sie w śpiworkach i z korkami w uszach zasypiamy jak dzieci, ciekawi co czeka nas po przekroczeniu granicy lotniska 🙂

 

 

 

namiotnaszdom1

CZEŚĆ! Nazywamy się Daria i Marcin i oprócz łączącego nas małżeństwa mamy wspólną miłość do podróży. W 2013 roku postanowiliśmy zmienić nasze życie, więc wsiedliśmy na rowery i wspólnie zwiedzamy świat w naszej niekończącej się wyprawie, która trwa do dziś

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. 10 lutego 2017

    […] <CZYTAJ DALEJ> […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *